Heat szybko podnoszą się po porażce z Cavs

Miami Heat wygrali 123-107 z Washington Wizards w dzień po porażce z Cavs. John Wall, Zydrunas Ilgauskas i Juan Howard wyrzuceni z parkietu.


Miami Heat (52-23) 32 31 25 35 123
Washington Wizards (18-56) 29 23 29 26 107

Miami Heat szybko podnieśli się po wczorajszej porażce z Cleveland Cavaliers. Wygrana z Wizards wcale jednak nie przyszła tak  łatwo jak mógłby wskazywać na to wynik. Na początku drugiej kwarty miało miejsce zdarzenie, które w dużej mierze ustawiło przebieg tego spotkania. Zydrunas Ilgauskas mając w rękach piłkę na obwodzie był kryty przez Johna Walla. Litwin uderzył łokciem debiutanta Wizards, a ten nie będąc dłużnym odepchnął weterana (cała sytuacja do zobaczenia tutaj). Wywołało to sprzeczkę, w którą wmieszał się jeszcze Juan Howard i niebawem cała trójka musiała udać się przedwcześnie pod prysznic. Przedsmak playoffs? Mimo, że „czarodzieje” w nich nie zagrają to zdecydowanie tak i widać już u niektórych napięcie związane ze zbliżającym się kwietniem.

Pozostawieni bez swojego lidera Wizards nie zamierzali się jednak poddawać. Trzeba przyznać, że był to bardzo udany mecz w ich wykonaniu. Wiąże się to z niezła skutecznością (49.4% FG) i powrotem do gry po jedenastu spotkaniach przerwy Andraya Blatche’a (27 min., 14 pkt., 8 zb., 3 prz.). Przez większość meczu Heat prowadzili około dziesięcioma punktami, ale po dwóch minutach ostatniej odsłony po trafieniu rozgrywającego życiową partię Jordana Crawforda (39 pkt., 12-24 FG) wynik brzmiał tylko 91-90 dla przyjezdnych. Szybko jednak zareagowała wielka trójca z Florydy i marzenia zawodników Wizards szybko prysły jak mydlana bańka. Trafienia Dwayne’a Wade’a (33 pkt., 11-17 FG, 9 ast.), LeBrona Jamesa (35 pkt., 8 zb., 8 ast., 5 prz.) i Chrisa Bosha (26 pkt., 8 zb., 4 ast.) szybko dały odech Heat i prowadzenie gości już do końca systematycznie wzrastało.

Największe nadzieje na zwycięstwo gospodarze mogli wiązać z osiągnięciem przewagi pod tablicami gdzie Heat mają największe luki w tym sezonie. Jak się okazało to właśnie w pomalowanym przegrali ten mecz. Miami zdobyło spod kosza aż 52 punkty przy tylko 34 Wizards. Ciężko jednak myśleć o wygraniu meczu kiedy twój center (JaValee McGee) zbiera tyle piłek co rezerwowy rozgrywający drużyny przeciwnej (Eddie Mouse 5 zb.). Heat świetnie trafiali zza łuku (10-19 3P) w czym prym wiódł James Jones (12 pkt., 4-5 3P), który jak widać kiedy dostaje więcej minut jest o wiele przydatniejszy niż Mike Miller.

Heat już zrównali się na Wschodzie z Cetics i pojedynek obu zespołów już chyba tylko o drugie miejsce (Bulls prawdopodobnie utrzymają swoją lokatę) w tym sezonie będzie bardzo pasjonujący.

Heat: Ch. Bosh 26, L. James 35, E. Dampier 2, M. Bibby 6, D. Wade 33 – J. Howard 0, Z. Ilgauskas 2, J. Magloire 1, E. House 6, J. Jones 12, J. Anthony 0.

Wizards: M. Evans 21, Y. Jianlian 0, J. McGee 12, J. Crawford 39, J. Wall 2 – C. Martin 4, M. Shakur 0, A. Blatche 14, O. Jeffers 15, H. Ndiyae 0, K. Seraphin 0.


Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *