„Miasto Aniołów” należy do Lakers

Los Angeles Clippers (28-45)
23 25 32 24 104
Los Angeles Lakers (52-20)
33 24 28 27 112

Kolejne bezpośrednie starcie o prym w „Mieście Aniołów” już za nami. Znowu lepsi okazali się Los Angeles Lakers. W tym sezonie „Jeziorowcy” rozstrzygnęli batalię o L.A. z bilansem 3-1.

Los Angeles Clippers mieli szczególny problem z jedną postacią, którą był Kobe Bryant. Ten zawodnik tworzył różnicę. Clippers nie mieli na niego odpowiedzi. „Black Mamba” zdobył 37 punktów oraz miał 6 asyst i 4 zbiórki.

Lakers przez cały mecz byli stroną dominującą. Clippers nie mogli zbyt wiele powiedzieć i nawet przez chwilę nie byli na prowadzeniu. Mimo to „Jeziorowcy” nie potrafili skutecznie wystrzelić do przodu. Przewaga cały czas była po ich stronie, ale nie była ona jakoś szczególnie znacząca. Maksymalnie wynosiła 16 punktów.

W ostatniej minucie LAC zdołali zniwelować stratę do zaledwie czterech punktów. Na straży stał jednak Ron Artest. w ważnym momencie przechwycił piłkę. „Ron Ron” kolejny raz uaktywnił się w ważnych momentach. Mecz zakończył z 15 punktami, 5 zbiórkami, 3 przechwytami oraz 3 blokami na koncie. Po tym przechwycie faulowany był Derek Fisher (7 pkt), ale „Fish” niespodziewanie dwukrotnie nie trafił z linii rzutów wolnych. Sytuację opanował jednak Andrew Bynum, który dobił drugi rzut. Clippers juz nic nie zdołali zrobić.

L.A. Lakers wygrali zbiórki w stosunku 41:34. Duża w tym zasługa Andrew Bynuma, który wrócił do gry po zawieszeniu na dwa mecze. Center „Jeziorowców” zdobył 11 punktów, zebrał 12 piłek z tablic oraz miał jeszcze 3 bloki.

Świetnie spisał się również inny podkoszowy Lakers, Pau Gasol. Na występ Hiszpana pewnie było skierowanych wiele oczu z dalekiego wschodu, gdyż Gasol zadeklarował, że za każdy punkt, który zdobędzie wpłaci 1.000$ na pomoc Japonii po niedawnym kataklizmie. Pozbędzie się 26.000$, gdyż zdobył przeciwko Clippers 26 punktów. Miał również 8 zbiórek, ale za to już nie płaci.

Po drugiej stronie miasta naprawdę jasno błysnął Mo Williams. Były rozgrywający Cleveland Cavaliers zdobył 30 punktów oraz miał 6 asyst i 4 zbiórki. Ostatni raz tak rozstrzeliwał rywali w ubiegłym roku, gdy grał jeszcze w „Cavs”, które było wówczas potęgą.

Oczywiście nie mogło się obyć bez kilku naprawdę efektownych wsadów Blake’a Griffina. Numer jeden draftu 2009 również spisał się bardzo dobrze. Zanotował 22 punkty, 6 zbiórek i 4 asysty.

Al-Farouq Aminu oraz Randy Foye starali się wnieść sporo wchodząc do gry z ławki rezerwowych. Foye miał 12 punktów i 5 asyst, a pierwszoroczniak dostarczył 11 punktów i 6 zbiórek. To pokonania Lakers to nie wystarczyło, ale to właśnie rezerwowi Clippers okazali się lepsi (34:16 w punktach zmienników).

Los Angeles Lakers po przerwie na All-Star Weekend cały czas nie zwalniają tempa. Od tego czasu mają bilans 14-1. Umacniają się tym samym na drugim miejscu w Konferencji Zachodniej i zbliżają do pierwszego, które jednak będzie niezwykle trudno zdobyć.

4 komentarze

  1. mp pisze:

    gdy grał jeszcze w „Cavs”, które było wówczas potęgom.

    Powinno być napisane potęgą.

  2. Piotr Gładczak pisze:

    LAL rozpoczęli już ostateczny finisz, który zakończy się szóstym mistrzostwem:) GO LA!

  3. woy9 pisze:

    Tak to pachnie,czego nie powiem o Celtics.Heat tez nabierają tempa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *