Cavs wygrywają z Kings (Royals?)

W pojedynku najgorszych zespołów Konferencji Wschodniej i Zachodniej lepsi okazali się goście z Cleveland wygrywając 97-93 z Sacramento Kings.

Cleveland Cavaliers (13-53) 18 27 28 24 97
Sacramento Kings (16-50) 28 23 23 19 93

Cavs z bilansem 13-53 są najgorszym teamem na Wschodzie, Kings (16-50) natomiast okupują tą samą lokatę tyle, że na Zachodzie. Mimo stawki meczu, a właściwie jej braku kibice nie mogli narzekać na brak emocji. Spotkanie było wyrównane i rozstrzygnęło się dopiero w końcówce po trafieniu Ramona Sessionsa (20 pkt., 6 ast., 5 zb.) na 16 sekund przed końcem gry (95-93). W odpowiedzi DeMarcus Cousins (11 pkt., 16 zb., 5 ast., 5-19 FG) po indywidualnej akcji spudłował spod samego kosza. Piłkę zebrał Alonzo Gee (8 pkt., 4 zb.) i został sfaulowany. Po chwili trafił oba rzuty osobiste dając Cavs piątą wygraną na wyjeździe.

Grający już 15. mecz z rzędu bez swojego lidera Tyreke Evansa Kings nie mogą ustabilizować formy. Poprzedni mecz z Warriors zagrali fenomenalnie w ataku rzucając „Wojownikom” 129 „oczek”. Tym razem ze 100 oddanych rzutów drogę do celu znalazło marne 38. Rywale trafiali ze skutecznością 51.4% (38-74 FG). 42 punkty zdobył z GSW Marcus Thornton, który tym razem skończył z 23 punktami na koncie. Odkąd pod koniec lutego przeszedł do Sacramento z Hornets zdobywa średnio ponad 20 punktów w każdym meczu. W perspektywie kolejnego wysokiego wyboru w Drafcie 2011 Kings mogą stworzyć niezwykle młody zespół z wielkim potencjałem. Wystarczy wspomnieć Evansa, Thorntona, Udriha, Cousinsa czy Casspiego.

Cousins w tym meczu nie udowodnił tego jak bardzo potrafi dominować pod koszem. 14 spudłowanych rzutów to wynik kompromitujący dla gracza podkoszowego. Nie pierwszy już raz w prosty sposób traci piłkę wdając się w kozioł. Owszem bardzo dobrze jak na wysokiego gracza potrafi asystować, ale nie powinien opuszczać piłki poniżej pasa w grze jeden na jeden. Szczególnie gdy naprzeciw siebie ma tak szybkiego i sprytnego gracza jak J.J. Hickson (17 pkt., 8 zb.) lub Samardo Samuelsa (13 pkt., 3 zb.), który robi nadspodziewanie szybkie postępy w grze obronnej. W ostatniej minucie wymusił na DeMarcusie ważnego offensa.

Sessions rozegrał kolejny raz w tym sezonie udane zawody. Tym razem pod nieobecność Barona Davis poprawnie kierował poczynaniami Cavs. Po sezonie może być jednym z ciekawszych nazwisk na giełdzie transferowej dla drużyn szukających rezerwowej opcji na jedynkę. Niespodziewanie przeciwko Kings sporo minut na parkiecie spędził Luke Harangody (25 min., 15 pkt., 8 zb.), który w Bostonie często nie mieścił się w rotacji. Byron Scott dał mu szansę, a skrzydłowy wykorzystał ją bardzo dobrze. 11 ze swoich 15 punktów zdobył w pierwszej połowie po rzutach z półdystansu i jednej „trójce”. W drugiej części gry trafił bardzo ważne rzuty z linii wyrównując stan meczu po 93 na 40 sekund przed końcem.

Właśnie rezerwowi Cavaliers robili sporą różnicę w tym meczu zdobywając 37 punktów przy 20 graczy z ławki Kings. W ostatnich grach zagubił się nieco Omri Casspi (18 min., 2 pkt., 2 zb., 2 ast.). Nie jest tak aktywny, a części piłek kierowanych do niego pozbawił go na pewno transfer Thorntona.

Obie drużyny zdobyły w sumie aż 94 punkty z pomalowanego co pokazuje nam gdzie toczył się bój o wygraną w meczu najsłabszych drużyn. Szczególnie w drugiej połowie pod koszami wyróżnił się Samuel Dalembert zdobywca 16 punktów, 10 zbiórek i 2 bloków. Był to typowy mecz walki, w którym Kings mimo 17 ofensywnych zbiórek nie potrafili przechylić szali zwycięstwa na swoją korzyść ponieważ pozwolili gościom na zbyt wiele wjazdów pod kosz zakończonych łatwymi punktami.

Kibice „Królów” z Sacramento mogą czuć się zaniepokojeni ponieważ zniecierpliwieni brakiem postępów w budowie nowej hali właściciele zespołu bracia Maloof zapowiedzieli przenosiny organizacji do innego miasta. Obecnie najwyżej stoją akcje Anaheim, a nazwę Kings miałaby zastąpić Royals. Decyzja ma zapaść do 18. kwietnia.

Cavs: A. Gee 8, S. Samuels 13, JJ Hickson 17, R. Sessions 20, A. Parker 5 – R. Hollins 2, D. Gibson 8, L. Harangody 15, M. Harris 7, Ch. Eyenga 2.

Kings: F. Garcia 14, D. Cousins 11, S. Dalembert 16, B. Udrih 14, M. Thornton 23 – L. Head 0, D. Jackson 4, J. Thompson 2, O. Casspi 2, J. Taylor 7, E. Jeter 0.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *