Griffin i spółka zabiegali Wizards

Los Angeles Clippers wygrali na wyjeździe z Wizards 122-101. W pojedynku dwóch najlepszych debiutantów sezonu lepszy okazał się Blake Griffin.


Los Angeles Clippers (26-41) 38 26 27 31 122
Washington Wizards (16-48) 27 28 18 28 101

Wizards przystąpili do meczu kolejny raz osłabieni brakiem kontuzjowanych Rasharda Lewisa i Andraya Blatche’a. Pierwsza kwarta rozpoczęła się od wyrównanej gry kosz za kosz. Taki stan trwał tylko do stanu 10-9 dla gospodarzy. W kolejnych minutach Clippers zanotowali run 16-1.

Transition offense w wykonaniu Clippers w pierwszej kwarcie było wzorowe. Gospodarze nie potrafili przeciwstawić się kontrom przyjezdnych z Los Angeles oraz Blake’owi Griffinowi (26 pkt., 5 zb.). Silny skrzydłowy gości w tej części gry zdobył aż 16 punktów trafiał z każdego niemal miejsca na parkiecie. Zdobywał punkty rzutami o tablicę, po alley-oopach i ponowieniach. 38 straconych punktów w pierwszej „ćwiartce” to najgorsze otwarcie meczu przez Wizards w tym sezonie.

Od początku spotkania rozgrywający John Wall chciał pokazać się z jak najlepszej strony w prestiżowym pojedynku najlepszych rookies tego sezonu. Wall (25 pkt., 8 ast., 7 zb., 9-23 FG) starał się także przyspieszyć atak ekipy ze stolicy. Brakowało jednak kolegów, którzy mogliby go dogonić w kontrataku. Jak zmierzyli specjaliści z TV podczas transmisji akcja coast to coast u Walla trwa około 4 sekund. Problemem rozgrywającego jest jednak celność rzutów z gry. Tym razem do zdobycia 25 punktów potrzebował aż 23 rzutów mimo zaledwie jednej próby zza łuku. Niepokojące dla trenera Washingtonu mogą być aż 23 rzuty wolne wykonywane przez Clippers w trakcie pierwszej kwarty.

Nie było gracza mogącego bronić skutecznie przeciwko Griffinowi, DeAndre Jordanowi (10 pkt., 17 zb.), a nawet Chrisowi Kamanowi (14 pkt., 6-9 FG).

Niedługo po rozpoczęciu drugiej części gry Samario Moon trafił za trzy i przewaga gości wynosiła już 18 punktów (45-27). Dalej trwał popis Blake’a Griffina, który dołożył jeszcze 10 punktów i każdy obrońca, który go krył miał problem z faulami. Szansa na odmianę losów spotkania pojawiła się w momencie wejścia na parkiet Jordana Crawforda. Debiutant Wizards swoimi zagraniami naładował drużynę i na przerwę Clippers schodzili prowadząc tylko 64-55.

Crawford w kwarcie numer dwa zdobył 12 punktów i po ostatnich udanych występach zamarzyło mu się liderowanie Wizards. Niestety dla kibiców gospodarzy gracz, który przyszedł przed trade deadline z Hawks nie ma jeszcze ustabilizowanej formy i do końca meczu dodał jeszcze tylko 4 punkty, a spotkanie zakończył z fatalną skutecznością z gry 4-16.

Niespełna cztery minuty gry w drugiej połowie wystarczyły aby „Czarodzieje” zniwelowali przewagę gości do tylko trzech „oczek” (65-68) po kilku z rzędu udanych akcjach Walla. Następne minuty należały jednak do Mo Williamsa (22 pkt., 6 ast.), który najpierw trafił za trzy, a następnie po minięciu Walla zdobył punkty rzutem z piątego metra. Te akcje pozwoliły Clippers na odzyskanie spokojnego prowadzenia (75-67), a kiedy w ciągu kolejnych minut kroki popełnił rozgrywający Washingtonu i Yi Jianlian sfaulował w ataku przewaga ciągle się powiększała. Na koniec kwarty po kilku udanych akcjach Erica Bledsoe osiągnęła już 18 punktów (91-73).

Ostatnia odsłona rozpoczęła się od alley-oopa Bledsoe do Jordana. Trzy następne punkty to dzieło młodego rozgrywającego Clippers po akcji 2+1 i mecz w tym momencie był rozstrzygnięty. W tym blowoucie w drugiej połowie nie miał już udziału Griifn, który wszystki swoje punkty zdobył w pierwszej części gry. W kilka minut goście zanotowali run 29-8 i prowadzili już 96-73. Bledsoe (23 pkt., 8 zb., 6 ast.) ustanowił swój strzelecki rekord kariery zdobywając 23 punkty. Co ważniejsze jednak udowodnił już nie pierwszy raz, że warto w niego inwestować podobnie zresztą jak w Al-Farouqa Aminu (10 pkt., 4 zb.) ponieważ dają oni drużynie wielką energię. Kiedy młoda (Jordan, Bledsoe, Griffin, Aminu) generacja przebywa na parkiecie akcje LAC trwają zazwyczaj kilka sekund i polegają na jak najszybszym przemieszczeniu się w stronę kosza rywali i zdobyciu punktów w możliwie najefektowniejszy sposób. To spotkanie obfitowało w niezwykle widowiskowe akcje, z których na pewni kilka trafi do TOP 10 nocy.

Clippers wygrali walkę na tablicach 50-38 głównie dzięki DeAndre Jordanowi, który nie miał godnego rywala w drużynie przeciwnej. Siła podkoszowa gości uwidacznia się w statystyce zdobytych punktów z pomalowanego. Łupem Griffina i spółki padły aż 52 „oczka” spod kosza z czego bardzo dużo po ponowieniach. Przyjezdni zdobyli także 38 punktów z szybkiego ataku dzięki świetnemu przechodzeniu z obrony do ataku. W grze Wizards brakowało zawodnika mogącego wesprzeć Walla w ataku. Nick Young chwilami był zupełnie niewidoczny, a do tego trafił tylko 7 z 17 rzutów z gry.

Clippers: R. Gomes 3, B. Griffin 26, D. Jordan 10, M. Williams 22, R. Foye 5 – J. Moon 5, B. Cook 0, Ch. Kaman 14, I. Diogu 0, C. Smith 4, A. Aminu 10, E. Bledsoe 23.

Wizards: J Howard 9, T. Booker 13, J. McGee 12, N. Young 15, J. Wall 25 – M. Evans 8, M Shakur 3, Y. Jianlian 0, H. Ndiaye 0, J. Crawford 16, K. Seraphin 0.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

1 Odpowiedź

  1. woy9 napisał(a):

    Mo to zloty transfer dla Blakea.za rok bitwa o p.o.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *