Lakers na fali, Kobe szóstym strzelcem w historii

Los Angeles Lakers po przerwie na „All-Star Weekend” wyraźnie nabrali wiatru w żagle. Od tamtej pory jeszcze nie przegrali. Minionej nocy ich kolejną ofiarą zostały „Jastrzębie” z Atlanty. „Jeziorowcy” mają teraz serię ośmiu zwycięstw z rzędu. W tym sezonie mieli taką tylko raz, na samym starcie rozgrywek.

Los Angeles Lakers (46-19)
29 28 24 20 102
Atlanta Hawks (37-27)
25 24 16 22 87

Atlanta Hawks naprawdę nieźle weszła w to spotkanie. Zawodnicy tego zespołu trafili pięć pierwszych swoich rzutów. Los Angeles Lakers jednak nie byli gorsi i niemal równo kroczyli z rywalami. Na 4:14 min przed końcem I kwarty Kobe Bryant zdobył punkty wyprowadzając swój zespól na prowadzenie 20:17. Od tej chwili już tylko goście kontrolowali wydarzenia na parkiecie. Nie oddali już swojego prowadzenia, a momentami osiągało ono nawet 22 punkty.

Trzecia kwarta okazała się kluczowa. Lakers wtedy podkręcili obroty, a Hawks już nie nadążyli. Atlanta miała jednak jeszcze szansę wrócić do gry. Na 5:38 min przed końcową syreną Kirk Hinrich trafił za dwa i było 82:90. Chwile później ten sam zawodnik przymierzył za trzy, ale już nieudanie. Co by było, gdyby trafił… Teraz możemy tylko gdybać. Fakt jest taki, że Hinrich spudłował. Nieco później ten sam zawodnik ponownie nie trafił z dystansu oraz tej sztuki nie dokonał też Josh Smith. W tym czasie po stronie Lakers nieźle na linii rzutów wolnych zachowywali się Pau Gasol i Ron Artest (7 pkt), więc można powiedzieć, że było już pozamiatane.

Lakers zdominowali punktację z pomalowanego. Wygrali ten element 44:20. Wygrali też zbiórki 43:38. Dwie wieże z „Miasta Aniołów” znowu dały sobie radę. Andrew Bynum zdobył 16 punktów i zebrał 14 piłek, a Pau Gasol miał 14 punktów i 11 zbiórek oraz 5 asyst. Podkoszowa odpowiedź Hawks to głównie Al Horford (17 pkt i 9 zb) i Zaza Pachulia (8 pkt i 10 zb) oraz wspomagający ich bardzo uniwersalny Josh Smith (16 pkt, 6 zb i 6 as). Horford pokazał jednak, że nie tylko pod koszem sieje zagrożenie. W pierwszej kwarcie odpalił trójkę z rogu boiska. W obecnym sezonie ma 2/4 za trzy. Poprzednią trójkę trafił sześć dni temu przeciwko Chicago Bulls. Czy to oznacza, że Horford coraz częściej będzie nas zaskakiwał na dystansie. Byłoby ciekawie ;).

„Jeziorowcy” nie potrafili zatrzymać swoich rywali przy szybkich kontrach. Atlanta miała z takich ataków 20 punktów, a Lakers 5 punktów. Defensywa LAL jednak i tak tego dnia była dobra i nie można jej zbyt wiele zarzucić.

Kobe Bryant zdobył 26 punktów, a dodatkowo miał 6 zbiórek i 4 asysty. Pod koniec drugiej kwarty trafił rzuty wolne, które były dla niego historyczne. Dzięki tym punktom wyprzedził w hierarchii najlepszych strzelców Mosesa Malone’a. „Black Mamba” ma teraz na swoim koncie 27.423 punkty i jest szóstym strzelcem w historii. Do kolejnego, którym jest Shaquille O’Neal, traci ponad tysiąc punktów, więc w tym sezonie raczej już się zakończyła wędrówka Kobe’go po liście najlepszych strzelców. Swoją drogą to Malone ma ciężki tydzień. Najpierw Kevin Love wyrównał jego rekord double-double z rzędu, a teraz Bryant zepchnął go na dalszą pozycję wśród najlepszych strzelców ;).

Oprócz Bryanta czy graczy podkoszowych w ekipie Lakers udane zawody rozegrali również Derek Fisher i Lamar Odom. Doświadczony rozgrywający zdobył 11 punktów, a Odom o jedno „oczko” więcej wchodząc oczywiście z ławki.

Wśród gospodarzy Joe Johnson zdobył 11 punktów. Wszystkie w pierwszej połowie. Wydawało się, że może tutaj sporo narzucać, ale rozpoczęły się schody, gdy zaczął go bronić Ron Artest. W pierwszej połowie Johnson miał skuteczność 4/5, a w drugiej odsłonie spudłował dziewięć rzutów. Nieźle zaprezentował się Kirk Hinrich, który zdobył 12 punktów. Ten obrońca chyba dobrze zaaklimatyzował się w Atlancie. Z ławki trochę dobrego wniósł Damien Wilkins. Zdobył 10 punktów w 16 minut gry.

To spotkanie było pewnym przełamaniem dla Los Angeles Lakers. „Jeziorowcy” ostatni raz wygrali w „Philips Arena” 05.02.2007 r.

Lakers wyraźnie są na fali. Teraz przed nimi jednak dwa ciężkie mecze kończące tą wyjazdową serię. Najpierw zmierzą się z ostatnio dołującymi Miami Heat, a następnie z aktualnie drugą siłą Konferencji Zachodniej, czyli Dallas Mavericks.

3 komentarze

  1. Bob pisze:

    Hawks mają dwa wyjścia po tym sezonie. Gruntowna przebudowa (tylko kto weźmie kontrakt Johnsona) lub stagnacja i osuwanie się w hierarchii ligi. Na razie to nie wygląda dobrze, ale paradoksalnie w ew. playoffach przeciwko Magic nie stawiam ich na straconej pozycji.

  2. Mariusz pisze:

    Dawaj Kobe Dawaj ! Normalnie kocham tego gościa (i teraz mina Maca – bezcenne). Ale gra ostatnio jak z nut, rośnie faworyt na MVP.

  3. Mac pisze:

    Mariusz – gdy czytałem Twój komentarz moja mina faktycznie była bezcenna :P

    POZDRO

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *