Ellis i Curry prowadzą Warriors do zwycięstwa

Koszykarze Golden State Warriors wygrali z Cleveland Cavaliers dzięki świetnej drugiej połowie w wykonaniu Monty Ellisa i Stephena Curry’ego.


Golden State Warriors (28-35) 18 29 29 19 95
Cleveland Cavaliers (12-51) 30 16 19 20 85

Cavaliers przystąpili do meczu osłabieni brakiem kontuzjowanego od dłuższego czasu Andersona Varejao oraz Antawna Jamisona. Drużyna gospodarzy mimo ostatnich przetasowań w składzie i niedawnego negatywnego rekordu porażek z rzędu w ostatnich spotkaniach spisywała się całkiem przyzwoicie. Bilans 4-5 w ostatnich dziewięciu meczach daje nadzieję na lepsze wyniki w przyszłości.

Mecz przeciwko Warriors rozpoczęli bardzo efektownie i po pierwszej kwarcie prowadzili 30-18. Największa w tym zasługa J.J. Hicksona, który w tej części gry zaliczył 8 punktów i 5 zbiórek. Zastrzyk pozytywnej energii z ławki zapewnił Cavs grający dopiero trzecie spotkanie w ich barwach Baron Davis (19 pkt., 6 ast., 5 zb., 3 prz.). Były gracz Warriors daje zespołowi dużo potrzebnego spokoju i opanowania. Jego ogromne doświadczenie może wykorzystać Ramon Sessions (8pkt., 4 ast., 2-9 FG), który gra jeszcze dość nierówno i przeplata świetne mecze tymi słabszymi. Pierwsza odsłona to całkowita dominacja „Kawalerzystów” pod koszami. Baron szybo został zaakceptowany w The Q przez kibiców ponieważ gra z dużym zaangażowaniem oraz bardzo efektownie. Mimo zdecydowanej przewagi wzrostu na korzyść GSW gospodarze zebrali w tym okresie aż 10 piłek z atakowanej tablicy. Twardo grający Hickson i Samardo Samuels (11 pkt., 9 zb.) przeważali nad „miękkimi” w obronie Davidem Lee (14 pkt., 14 zb.) oraz Ekpe Udohem i Andrisem Biedrinsem. Zupełnie wyłączeni z gry byli liderzy gości czyli Monta Ellis i Stephen Curry.

W drugiej kwarcie Cavs coraz trudniej przychodziło zdobywanie punktów. Wstrzelił się za to wreszcie Curry i głównie dzięki jego punktom Warriors wyszli na prowadzenie i wygrali pierwszą połowę 47-46. Dalej niewidoczny był Monta Ellis, ale świetną zmianę dał Al Thornton, który zdobył dziewięć punktów.

Druga połowa rozpoczęła się od fantastycznej gry drugiego z liderów gości. Ellis w trzeciej „ćwiartce” zdobył aż 17 punktów trafiając pięć razy zza łuku i w pewnym momencie przewaga jego drużyny sięgnęła 14 „oczek” (68-54). Jak się później okazało były to decydujące momenty meczu. Ellis z Currym zdobyli 25 z 29 punktów w tej kwarcie , a w całym meczu w sumie podzielili między siebie imponujący dorobek 47 punktów, 14 zbiórek i 13 asyst.

Monta kontynuował swój strzelecki popis w ostatniej części meczu i dzięki kolejnemu trafieniu za trzy ustanowił swój rekord kariery w ilości takich rzutów w jednym meczu. Trafił 6 z 9 „trójek” i Cavaliers nie zagrozili już w drugiej połowie gościom. Co prawda zmniejszyli w pewnym momencie stratę do sześciu punktów (72-78) do czego przyczynił się najlepszy występ w sezonie Ryana Hollinsa, który zanotował 14 punktów. Na więcej jednak gospodarzy nie było już stać ponieważ zabrakło celności. Cavs trafili tylko 31 z 85 (36.5%) rzutów z gry w tym spotkaniu przy 39 na 86 (45.3%) Warriors.

Wśród GSW zawiódł Dorell Wright (7 pkt., 4 ast., 3-9 FG). Jeden z kandydatów do nagrody MIP w tym sezonie nie potrafił wziąć na siebie ciężaru liderowania drużynie kiedy w słabszej dyspozycji znajdują się dwaj liderzy. Drugim problemem „Wojowników” jest to o czym pisałem już wyżej czyli obrona w pomalowanym. Cavs rzucili im spod kosza 42 punkty nie mając w składzie gigantów gry podkoszowej. David Lee mimo dużej ilości zebranych piłek zupełnie nie udziela się w obronie i z łatwością mijają go gracze pokroju Samardo Samuelsa.

Warriors: D. Lee 14, D Wright 7, E. Udoh 4, M. Ellis 24, S Curry 23 – V. Radmanovic 6, A. Thornton 9, L. Amundosn 4, A. Law 2, A. Biedrins 2, R. Williams 0.

Cavaliers: A. Gee 4, S. Samuels 11, J.J. Hickson 10, R. Sessions 8, A. Parker 6 – B. Davis 19, J. Graham 2, R. Hollins 14, D. Gibson 3, Ch. Eyenga 8.

Piotr Gładczak

Miłośnik NBA od prawie 20 lat. Tropiciel ciekawostek statystycznych i wielbiciel NBA lat 90-tych. Nauczyciel WF i właściciel firmy gomaster.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *