Blazers wygrywają po emocjonującej końcówce

Portland Trail Blazers pokonali po dogrywce Denver Nuggets 107:106. Blazers zagrali bez swojego nowego nabytku – Geralda Wallace’a. Gospodarzy do wygranej poprowadził LaMarcus Aldridge, choć postawa Brandona Roy’a w końcówce czwartej kwarty właściwie uratowała Blazers.

Denver Nuggets (34-26) 106:107 Portland Trail Blazers (33-25) OT

(19:25, 20:24, 33:16, 25:32, 9:10)

LaMarcus Aldridge – 24 pkt, 14 zb, 3 blk, Andre Miller – 18 pkt, 9 zb, 9 ast, Brandon Roy – 18 pkt, 5 zb w 24 min

Danilo Gallinari – 30 pkt, 9 zb, Wilson Chandler – 20 pkt, 6 zb, Arron Afflalo – 19 pkt, 6 zb.

Pierwsze trzy minuty meczu należały zdecydowanie do Blazers – gospodarze otworzyli mecz wynikiem 10:3, a pięć punktów w tym czasie zdobył Rudy Fernandez. Niecałe dwie minuty później różnica wynosiła już 3 punkty (9:12, 7:11 do końca). Goście cały czas próbowali zmniejszyć dystans do Blazers i odrobienie strat prawie udało się na 3:55 do końca pierwszej kwarty. Wtedy Danilo Gallinari trafił za trzy i jego Nuggets przegrywali już tylko dwoma punktami (14:16). Niestety dla Nuggets, strata zamiast się zmniejszać, zwiększała się, ponieważ Blazers zdobyli 5 punktów z rzędu i na 1:37 do końca pierwszej odsłony prowadzili 21:14. Przed końcem kwarty przewaga Blazers osiągnęła aż ośmiopunktowe rozmiary – na 38 sekund do końca pierwszej kwarty Brandon Roy trafił lay-up’a i gospodarze z Oregonu prowadzili już 25:17. Jednak nie takim wynikiem zakończyła się pierwsza odsłona. Tuż przed jej końcem dwa rzuty wolne trafił Gallinari i po pierwszych 12 minutach meczu Blazers wygrywali 25:19.

Nieco ponad 2 minuty drugiej kwarty wystarczyły, by Nuggets zredukowali straty do tylko jednego punkta (27:28, 9:41 do końca). Objąć prowadzenia ani wyrównać Samorodkom się wtedy nie udało, ale jako, że co się odwlecze, to nie uciecze, po trójce Wilsona Chandlera na 7:07 do końca drugiej kwarty wynik na tablicy brzmiał 32:32. Samorodki nie objęły jednak prowadzenia, a Blazers wykorzystali to i natychmiast rozpoczęli ucieczkę. Udanie. Na 3:16 do końca, po trafieniu Roy’a Świetliste Smugi prowadziły już siedmioma punktami (42:35), to jednak nie był koniec powiększania przewagi. Na 1:52 do końca pierwszej połowy Blazers prowadzili już 10 punktami (47:37). Następne punkty zdobył dopiero na 5 sekund do końca Arron Afflalo (47:39). W ostatniej akcji pierwszej połowy Brandon Roy trafił lay-up’a równo z syreną kończącą drugą kwartę i różnica znów wynosiła 10 punktów – po dwóch kwartach Blazers prowadzili 49:39.

Pierwsze pięć minut i trzynaście sekund trzeciej kwarty Nuggets będą wspominać lepiej. W tym czasie odrobili prawie w całości swoją stratę do Blazers – znów obydwie drużyny dzielił tylko jeden punkt (55:54, 6:47 do końca). Wtedy znowu Blazers nie pozwolili na odebranie sobie prowadzenia i zdobyli 5 punktów z rzędu, lecz Nuggets odpowiedzieli runem 10-0 (64:60 dla Nuggets, 3:48 do końca). Samorodki zdołały w tej kwarcie powiększyć przewagę do siedmiu punktów, stało się to na 1:23 do końca trzeciej kwarty, kiedy Nuggets prowadzili 69:62. 16 sekund później za trzy trafił Patrick Mills (69:65). W ostatniej minucie trzeciej kwarty Nuggets dodali jeszcze 3 punkty i przed czwartą odsłoną prowadzili 72:65.

Początek czwartej kwarty był wprost wymarzony dla Nuggets – powiększyli oni przewagę do w miarę bezpiecznych rozmiarów, bo do 11 punktów (78:67, 9:45 do końca). Wystarczył jednak moment nieuwagi, a właściwie minuta nieuwagi, podczas której Blazers zdobyli 7 punktów z rzędu i zredukowali stratę do czterech punktów (78:74, 8:49 do końca). Proces odrabiania strat trwał nadal, i na 5:58 do końca regulaminowego czasu gry, po trafieniu Wesa Matthewsa Blazers przegrywali już tylko dwoma oczkami (78:80). Nuggets, na nieszczęście Blazers, szybko zareagowali i na 3:06 do końca kwarty wynik brzmiał: 91:84 dla Samorodków. Trafienia Andre Millera i Brandona Roy’a oznajmiły, że zbliża się emocjonująca końcówka (91:88, 2:21 do końca), choć prowadzący Nuggets chcieli tego uniknąć. W następnej akcji za trzy rzucił więc Afflalo i trafił, powiększając przewagę swojej drużyny do 6 punktów (94:88, 2:05 do końca). Potem nastąpiła niemoc strzelecka obu drużyn, którą dopiero na 39 sekund do końca przełamał trzypunktowym trafieniem Brandon Roy (94:91). Odpowiedział Raymond Felton, trafiając na 18 sekund do końca (96:91). Po time-oucie wziętym przez drużynę z Portland, na 15 sekund do końca za trzy trafił Rudy Fernandez, zmniejszając stratę do tylko dwóch punktów (96:94)! Faulowany Gallinari trafił pierwszy rzut wolny, lecz drugi, pod presją publiczności, spudłował! 13 sekund do końca, Blazers przegrywają trzema punktami (97:94). Wtedy Brandon Roy udowodnił, że kontuzja nie odebrała mu umiejętności celnego rzucania za trzy i na 7 sekund do końca czwartej odsłony trafił wyrównującą trójkę (97:97). Nuggets mieli jeszcze ostatnią szansę na uniknięcie dogrywki i wygranie meczu. Ty Lawson wziął sprawy w swoje ręce, a właściwie w swoje ręce wziął piłkę – próbował trafić lay-up’a, jednak uderzył trafił pod presją obrony tylko w obręcz, a Blazers spokojnie, zebrawszy piłkę, zaczekali na dogrywkę.

Pierwsze punkty w dogrywce zdobył Matthews, który na 3:31 do końca trafił trójkę, tym samym postawił swoją drużynę w znacznie lepszej sytuacji (100:97). Denver odpowiedzieli dwoma punktami, które zdobył Nene Hilario, trafiając osobiste (100:99, 2:40 do końca). Samorodkom w następnej akcji nie udało się jednak wybronić LaMarcusa Aldridge’a, który zdobył dwa punkty (102:99, 2:26 do końca). Następne punkty zdobyte przez Nuggets to znów zasługa Nene’go, który najpierw zebrał piłkę po niecelnym rzucie Chandlera, a następnie zdobył punkty lay-up’em (102:101, 2:00 do końca). W następnej akcji Fernandez wymusił faul i trafił obydwa rzuty wolne, co znów dało Blazers trzypunktowe prowadzenie (104:101, 1:46 do końca). Wtedy Nuggets postanowili, że spróbują wyrównać. Rzut zza łuku oddał Afflalo i teraz także trafił, dając swojej drużynie upragnione wyrównanie (104:104, 1:37 do końca). Gospodarzom w następnej akcji nie udało się zdobyć punktów, ponieważ Andre Miller nie trafił. Na to tylko czekał Afflalo, bowiem chwilę potem znowu trafił, tym razem za dwa (106:104, 1:00 do końca). Blazers wzięli wtedy time-out, po czym wolne wymusił Matthews, jednak trafił tylko jeden z dwóch (106:105, 51 sekund do końca). To była wymarzona sytuacja dla Nuggets, którzy mogli powiększyć przewagę, zmuszając Blazers do bardziej ryzykownych ruchów (rzut za trzy). Niestety, nie potoczyło się to tak, jakby chcieli tego goście. Felton niecelnie podał, a w następnej akcji faul wymusił Aldridge, który trafiając obydwa osobiste, odebrał Samorodkom prowadzenie (107:106, 23 sekundy do końca). Następna akcja, która według mnie nie udała się gościom – Nuggets mają piłkę, Lawson podaje do Gallinariego, a ten rzucił za trzy i nie trafił. O piłkę do zebrania walczyli Andre Miller i Nene, lecz na nieszczęście Blazers, piłka odbiła się od nosa tego pierwszego, więc piłkę nadal mieli Nuggets. Z autu wznawiał Gallinari, który nie podał zbyt dobrze, jednak piłkę zdołał uratować Afflalo, który rzucił, jednak tym razem nie trafił. Blazers wygrali 107:106.

LaMarcus Aldridge zdobył dziś 24 punkty, 14 zbiórek i 3 bloki, potwierdzając, że jest jednym z najlepszych zawodników Blazers. Aldridge, razem z Brandonem Roy’em (18 pkt, 5 zb, 24 min) i nowym nabytkiem, czyli Geraldem Wallace’em stworzyć świetny tercet. Zobaczymy w następnych spotkaniach, jak ci gracze się zrozumieją i jak będą ze sobą grać. Póki co, Blazers nadal mogą liczyć na Andre Millera (18 pkt, 9 zb, 9 ast), który był bardzo blisko triple-double, a także na Rudy’ego Fernandeza (18 pkt, 6 zb, 5 ast). Jest też Wesley Matthews (16 pkt, 7 zb). Myślę, że Blazers mogą namieszać w tegorocznych play-offach. Gdyby Greg Oden był zdrowy…

Nowe nabytki Nuggets spisały się dziś bardzo dobrze – Danilo Gallinari (30 pkt, 9 zb), Wilson Chandler (20 pkt, 6 zb), czy też nieco słabszy dziś Raymond Felton (7 pkt, 6 ast) mogą sprawić, że Nuggets nie będą żałowali oddania Carmelo Anthony’ego. Samorodki mają też Arrona Afflalo (19 pkt, 6 zb) i Nene’go (12 pkt, 11 zb), którzy razem z wyżej wymienionymi mogą stworzyć dobry zespół. Nie należy zapominać też o Ty’m Lawsonie (6 pkt, 6 ast), który choć dziś nie powalał swoją grą, to jednak stanowi nadzieję na przyszłość i, jak pokazał we wcześniejszych meczach, potrafi grać na bardzo dobrym poziomie.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *