Liczby i nagrody dnia – Mecz Gwiazd

W dzisiejszym, specjalnym wydaniu: wiele liczb, ciekawostek, statystyk, które mają związek z wczorajszym spektaklem wygranym przez Zachód 148:143, i nie tylko. Porównam wczorajszy All-Star Game do poprzednich lat, a także wspomnę o wyczynach zawodników, które przeszły do historii. Zaczynamy: Nagrodę MVP odebrał Kobe Bryant. Po raz szósty od 1977 roku nagrodę MVP odbiera gracz grający w klubie z miasta, w którym dany ASG się odbywa, a po raz drugi zdarzyło się to w LA (w 2004 roku MVP był Shaq). Kobe zasłużył na nią, zdobywając 37 punktów i zbierając 14 piłek. Oba rezultaty to jego all-starowe career-highs.  To także piąty występ w historii Meczu Gwiazd z min. 30 punktami i 10 zbiórkami – ostatni miał miejsce w 1980 roku (George Gervin – 34 pkt, 10 zb). W dodatku – Kobe miał szansę na wyrównanie, a potem pobicie rekordu punktowego Meczu Gwiazd. Ten rekord nadal dzierży Wilt Chamberlain i jego 42 punkty z 1962 roku. W tamtym meczu jego drużyna, czyli Wschód przegrała znacznie z Zachodem, bo aż 20 punktami (130:150). Co ciekawe – rok 1962 dla Wilta rokiem, w którym zdobył rekordowe 100 punktów. Na szczęście Kobe, który ma już 244 punkty (262 ma MJ, najwięcej) w dwunastu rozegranych Meczach Gwiazd (w zeszłym sezonie miał kontuzję), w swojej drużynie nie był jedynym graczem, który świetnie punktował. Także Kevin Durant (34 pkt) świetnie się spisał. Wracając do Bryanta – wczorajsza nagroda MVP była już jego czwartą i tym samym zrównał się pod tym względem z Bobem Pettitem.

Kobe zebrał dziś także aż 10 piłek w ataku. To najlepszy wynik od czasu połączenia lig NBA i ABA (1977 rok). Ogólnie Bryant miał 14 zbiórek, a ostatnim ‚guardem’, który miał chociaż 10 zbiórek był Eddie Jones (11 zbiórek w 1998 roku). 37 punktów Kobe’ego pozwoliło mu wyrównać czwarty najlepszy rezultat w historii ASG. Poza nim, trzech spośród czterech graczy mając min. 37 punktów zostało MVP spotkania. Jedynym, któremu się to nie udało był… Wilt Chamberlain! Poza tym, Bryant wyrównał najlepszy rezultat zawodników nadal grających. Tym, który wcześniej zdobył te 37 punktów był Kevin Garnett w 2003 roku. W dodatku 3 przechwyty Bryanta przybliżyły go do największej liczby przechwytów w ASG (MJ – 37, Kobe ma 33).

Poza Bryantem i Durantem double-digits mieli jeszcze Pau Gasol (17 pkt, 7 zb, trafił pierwsze 6 rzutów z gry), Russell Westbrook (12 pkt, 5 zb) i Chris Paul (10 pkt, 7 ast, 5 stl). Wschód, co ciekawe, miał więcej graczy z podwójnymi zdobyczami – aż siedmiu. Liderami punktowymi byli LeBron James (29 pkt, 10 ast, 12 zb) i Amare Stoudemire (29 pkt, 6 zb), a pozostali mający min. 10 punktów to: Dwyane Wade (14 pkt, 4 zb, doznał kontuzji), Chris Bosh (14 pkt, 5 zb), Ray Allen (12 pkt), Derrick Rose (11 pkt, 5 ast) i Joe Johnson (11 pkt).  W zeszłym roku także drużyna mająca więcej zawodników z double-digits przegrała. Wtedy Zachód mający 7 takich graczy uległ Wschodowi z pięcioma takimi zawodnikami. Także – jak widać, nie liczy się ilość, lecz jakość. Zachód, choć miał mniej strzelców, wygrał, bo miał dwie strzelby – Bryanta i Duranta, który niebawem przejmie pałeczkę po tym pierwszym, bo ci gracze dysponują chyba najlepszymi rzutami w lidze, chociaż dzisiaj Kobe trafił 11 z 14 rzutów oddanych z odległości 1,5m, a spudłował 9 z 12 rzutów oddanych spoza tej granicy, a Durant trochę sobie dzisiaj porzucał za trzy (4-11 3pt).

To drugi przypadek w historii ASG, by dwóch ‚teammates’ zdobyło min. 30 punktów. Pierwszy raz zdarzyło się to w 1977 roku, kiedy grający w drużynie Wschodu Bob McAdoo i Julius Erving zdobyli po 30 punktów. Wtedy ich drużyna wygrała.

Przechodząc do Wschodu – niezaprzeczalnie najlepszym ich graczem był LeBron James, który zaliczył drugie triple-double w historii ASG. Tym pierwszym był Michael Jordan w 1997 roku, choć MJ zaliczył TD z gatunku skromniejszych (14/11/11), a LeBron naprawdę ‚pociągnął’ Wschód i to głównie dzięki niemu drużyna ‚East’  prawie odrobiła aż 17-punktową stratę. Jeśli już o LBJ’u – James po raz 6. z rzędu zdobył w ASG min. 20 punktów. To najdłuższa taka seria w historii Meczu Gwiazd. O reszcie strzelców wspomniałem wcześniej. W ich szeregach nie było żadnego gracza, który zadebiutowałby w Meczu Gwiazd. Trójka takich zawodników wystąpiła w barwach Zachodu, a byli to Westbrook, Blake Griffin (8 pkt, 5 zb, 5 ast, 15 min, pierwszy gracz w historii NBA, który uczestniczył w każdym z dni ASW, pierwszy rookie w ASG od Yao Minga) i Kevin Love (2 pkt, 4 zb, zdobył swoje pierwsze punkty jako ostatni). Ten tercet zdobył razem 22 punkty, zebrał 14 piłek i miał 8 asyst, co daje średnią 7.3 punkta, 4.7 zbiórki i 2.7 asyst na debiutanta.

W tym roku debiutowało znacznie mniej graczy niż w zeszłym (9), a ostatnim Meczem Gwiazd, w którym debiutowało 3 lub mniej graczy, był All-Star Game w 2008 roku, kiedy to zadebiutowali Chris Paul, Brandon Roy i David West.

Prawdopodobnie po raz ostatni w barwach Zachodu wystąpił Carmelo Anthony. Rozegrał nie najlepsze spotkanie zdobywając 8 punktów i 7 zbiórek – to jego najgorszy występ w Meczu Gwiazd, a rozegrał ich już cztery. Na więcej stać było także Dwighta Howarda, który zdobył 5 punktów (career-low) i 7 zbiórek.

W 60. już Meczu Gwiazd miało miejsce kolejne ciekawe wydarzenie – otóż w barwach Wschodu wystąpiło aż 4 Celtów! Po raz ostatni czterech graczy z jednego klubu w Meczu Gwiazd wystąpiło w 2006 roku (Pistons: Sheed, Rip, Ben, Billups). Wtedy trenerem drużyny ‚East’ był Filp Saunders, czyli coach Pistons! Tamta czwórka zdobyła w tamtym meczu 23 punkty (10-24 FG), w tym 15 Billupsa. W tym roku Celtowie, mając za trenera Doca Riversa, a więc coach’a Celtics, zdobyli nieco więcej, bo 28 punktów (11-23 FG).

W dzisiejszym meczu all-starzy zdobyli 291 punktów, oddając 237 rzutów i trafiając 116 z nich. Co ciekawe, Zachód trafiał z gorszym procentem z gry (46,8%, East 51,4%), ale oddał aż 15 rzutów więcej (West 59-126, East 57-111), co było efektem strat (Wschód 21, Zachód 15) i ofensywnych zbiórek Zachodu (27, 16 East). Obydwu drużynom nie wiodło się zza łuku – gracze spudłowali 44 z 60 rzutów za trzy. 46.8% z gry Zachodu to dość słaby wynik jak na Mecz Gwiazd. To najgorszy wynik od 2006 roku, kiedy drużyna Zachodu trafiała ze skutecznością 45.5%, ale trzeba przyznać, że takiej liczby rzutów, jaką dziś Zachód oddał, widzowie Meczu Gwiazd nie widzieli od 2007 roku, kiedy także ze strony drużyny zachodniej można było zobaczyć 126 rzutów. Czas na nagrody dnia:

MVP: Kobe Bryant – 37 punktów, 14 zbiórek

Najlepszy spośród przegranych: LeBron James – 29 punktów, 12 zbiórek, 10 asyst

Najlepszy debiutujący w Meczu Gwiazd: Blake Griffin (8 punktów, 5 zbiórek i 5 asyst) do spółki z Russellem Westbrookiem (12 punktów, 5 zbiórek)

Najlepszy rezerwowy: Pau Gasol – 17 punktów, 7 zbiórek.

Tak oto zakończył się kolejny All-Star Weekend.. Jeśli nie będzie lock-outu, następny Weekend Gwiazd odbędzie się za rok w Orlando. Życzę Wam i sobie jeszcze większych emocji i jeszcze lepszego widowiska.

Wojtek Żuławiński

Fan Orlando Magic, człowiek od statystycznych ciekawostek. Prawdopodobnie rekordzista świata w liczbie godzin spędzonych na basketball-reference.com.

13 komentarzy

  1. cynik napisał(a):

    Moim zdaniem, to LBJ powinien zostać MVP. Niestety generalnie stosowana jest głupia metoda, że MVP należy się zawodnikowi drużyny wygranej.

  2. LukasSlowik10 napisał(a):

    Normalna zasada MVP prowadzi swoją drużynę do zwycięstwa a po za tym jest mała nie prawidłowośc w treści bo w 2006 roku T-Mac też rzucił 37 punktów w huston ale zachód przegrał i MVP dostał LBJ.

  3. Enbiejowy napisał(a):

    MVP to nie jest ‚najlepszy zawodnik’ lecz ‚najbardziej wartościowy zawodnik’, a gracz największą ‚wartość’ osiąga gdy jego drużyna wygrywa więc MVP powinno przyznawać się najlepszemu zawodnikowi drużyny która wygrała

  4. Enbiejowy napisał(a):

    @LukasSlowik10

    t-mac zdobył tam 36 punktów

  5. klin napisał(a):

    Jak dla mnie LBJ powinien dostac to MVP. Tak przegrali, ale on mial triple-double, a to jak wiemy dopiero drugi taki wyczyn w historii ASG. Bylo widac, ze dla dla druzyny, rusza sie, mysli, podaje, a nie punktuje co robil Kobe. W trzeciej kwarcie przez pierwsze 7 minut nie podal on chyba nikomu, tylko on caly czas rzucal. Az to meczace bylo. To, ze jest we wlasnej hali nie znaczy, ze ma grac jak w lakersach, gdzie ma za zadanie pure scoring, bo nie ma kto rzucac (moze procz Gasola i czasem Odoma). To mecz gwiazd, liczy sie dobra zabawa, gra zespolowa, a nie dbanie tylko o swoj dorobek. Gwizdy gdy na parkiet weszla czworka Celtow, rowniez byla roche nie na miejscu, ale gdyby ASW dzialo sie w Bostonie, pewnie podobna reakcja bylaby na Jeziorowcow. Pewnie fani KB sie nie zgodza, ale ja mam takie zdanie na ten temat.

  6. woy9 napisał(a):

    stawiałem na Bryanta i popieram jego wybór,bo pociągnął Zachód.rok temu go nie było w prawdziwej grze,to teraz udowodnił swoim haterom.po akcjach dunk i 3ka,było dla mnie jasne,kto ją zgarnie.dodajmy te 10zbiórek w ataku i wyjdzie komu zależało!pokazał klasę.drugi dla mnie w kolejce to Durant.przegrany MVP?Nie pamiętam takich wyjątków

  7. Enbiejowy napisał(a):

    przegrani MVP to się mogą zdarzać w meczach celebrytów. w ASG nie ma to miejsca i dobrze. MVP to nagroda dla wygranych! MVP sezonu regularnego dostaje najczęściej lider jednej z najlepszych drużyn, MVP finałow zostaje najlepszy zawodnik serii (a czesto calych playoffow). rozumiem, ASG to zabawa, ale jakieś zasady powinny panować

  8. Mariusz napisał(a):

    Popieram tych, którzy argumentują wybór Kobego, zasłużył i już. Od pierwszych akcji (niestety m.in. na Wadzie) widać było ogień. Lebronowi zaczęło zależeć później, jak już było trochę za późno.
    Ale ja mam bardziej kontrowersyjną sprawę – kto na teraz jest MVP sezonu ? Bo z aktualnymi wygranymi ligi, to raczej mamy spory ból głowy…
    Ha ;)

  9. Bob napisał(a):

    Ginobili -> Rose -> James

    Takie podium i w takiej kolejności bym typował. Choć przypuszczam, że gdyby ktoś miał być wybrany w tej chwili to byłby to Derrick.

  10. woy9 napisał(a):

    zostało nam ok 30gier.najważniejszy czas dla wielu.MVP może być jeszcze Howard,Durant,Nowitzki,a nawet Amar’e.ja stawiam w takiej kolejności:LBJ,ROSE I DIRK.Choć myślę,że nadchodzi Kobe’s time!

  11. Enbiejowy napisał(a):

    póki co Rose, ale do końca sezonu jeszcze daleko. ktoś może się wykruszyć, ktoś się może obudzić. dałbym też Howarda pod warunkiem, że Magic dobrze zakończą sezon

  12. Mariusz napisał(a):

    Ano właśnie Bob, Spurs raczej dowiozą nr 1, a moim zdaniem Ginobili nie ma szans na MVP. Bardzo wyrównany team. Ja jednak stawiam, że „na pewno” będziemy mieli powtórkę z dzisiejszej nocy, tylko kwestia, który zespół będzie miał lepszy bilans.
    Na marginesie w tym tyg. „mój mecz”… (a poniekąd za namową Woya zatrudniłem też Orange)

  13. Bob napisał(a):

    No tak, zgoda Mariusz z tym że właśnie Manu jest jej liderem :) Generalnie gdyby głosowali trenerzy to byłbym o jego nagrodę spokojny. Gdyby zawodnicy to byłby w top3. Ponieważ głosują dziennikarze to mogą się znaleźć kwiatki jak np Griffin wyżej od niego…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *