Howard zniszczył Lakers

Czy Dwight Howard jest w rzeczywistości Supermanem? Na co dzień nie biega w pelerynie, ale cały czas potrafi robić na boisku niesamowite rzeczy. Przekonali się o tym Los Angeles Lakers, którzy nie potrafili znaleźć odpowiedzi na centra Orlando Magic.

Los Angeles Lakers – Orlando Magic 75:89 (21:24, 20:21, 19:22, 15:22)

Lakers ostatnio pokonali m.in. Boston Celtics i New York Knicks podczas swoich wschodnich wojaży. Wydawało się, że powoli załapują ten właściwy tor. Ekipa Orlando Magic jednak zupełnie wybiła im z głów myśl o kolejnym zwycięstwie.

Przewaga Orlando rosła z kwarty na kwartę. Wydawało się, że „Jeziorowcy” trzymają się blisko rywali, ale kiedy trzeba było Magic odskakiwali. Lakers nie byli górą w żadnej części meczu. Najgorzej poszło im w IV kwarcie, wtedy sam zrozumiałem, że nic nie jest w stanie wyrwać tego zwycięstwa Orlando.

Lakers mieli spore problemy z trafianiem do kosza. Zmarnowali sporo rzutów, które powinny zakończyć się punktami. Ich skuteczność wynosiła 33/84 (39%), a z obwodu było jeszcze gorzej, bo tylko 2/16 (niecałe 13%). Nawet źle im szło przy wolnych – 7/15 (47%). Orlando rzucało na poziomie 37/76 (49%) z gry oraz 7/23 (30%) za trzy, a z linii rzutów wolnych 8/10 (80%).

Gospodarze również okazali się lepsi na deskach. Wygrali zbiórki w stosunku 46:34. W tym momencie Dwight Howard może się uderzyć w pierś i z uśmiechem powiedzieć „to w dużej mierze moja robota”. Takie są fakty. To był mecz Howarda. Do przerwy jeszcze nic tego nie zapowiadało. Center Orlando miał 9 punktów, ale w drugiej odsłonie nastąpił jego show. Howard zakończył to spotkanie z dorobkiem 31 punktów i 13 zbiórek. Żaden z podkoszowych Lakers nie potrafili go zatrzymać. wręcz wyglądali przy Howardzie bezradnie. Akcja Howarda, która najbardziej zapadła mi w pamięci to skończenie podania Gilberta Arenasa (4 pkt, 4 zb i 3 as) z góry równo z syreną oznajmiającą koniec III kwarty. Całość psuje trochę fakt, że Arenas podając stał już na aucie, ale to już historia, która bardzo ładnie wyglądała.

Oprócz Howarda całkiem nieźle poradził sobie Jason Richardson, który zdobył 12 punktów i miał 6 zbiórek. Pozostała część zespołu też jednak dawała radę. Najlepszym dowodem na to niech będzie fakt, że w Magic wybiegło na parkiet łącznie dziewięciu zawodników i wszyscy punktowali.

To spotkanie było powrotem do gry Brandona Bassa, który pauzował z powodu kontuzji od końca stycznia. Bass zagrał przez prawie 30 minut i dostarczył w tym czasie 6 punktów i 8 zbiórek. Niezły powrót po kontuzji.

Kto w Lakers pokazał się z dobrej strony? Kobe Bryant i Andrew Bynum zdobyli po 17 punktów. „Black Mamba” dołożył do tego jeszcze 5 asyst i 4 zbiórki, a Bynum 9 zbiórek. Swoje z ławki starał się grać Lamar Odom, który zdobył 15 punktów i 8 zbiórek. Pau Gasol zakończył to spotkanie z 11 punktami, ale można mieć do Hiszpana pewne pretensje. Zagrał poniżej oczekiwań, nie był wystarczająco agresywny czy twardy. Momentami wydawał się wręcz bezradny. To jest druga opcja Lakers i od Gasola można, a nawet trzeba wymagać więcej niż dał z siebie w Orlando.

Te 75 punktów, które zdobyli Lakers to ich nowy najsłabszy wynik w tym sezonie. Wcześniejszy to 79 punktów rzucone w grudniowej konfrontacji z Milwaukee Bucks.

7 komentarzy

  1. Mariusz pisze:

    Po ostatniej świetnej serii Bryanta, wczoraj też cała drużyna oglądała się tylko za nim. A zmęczonemu i świetnie bronionemu przez Hedo Kobemu nie szło kompletnie.

    Fajna była „trójka” (zamieniona potem na dwójkę) Artesta. Byk z podchodzeniem nóżkami bez kozła jak nic. Wiem o czym mówię, bo w rozgrywkach szkolnych w LO tak rozbawiłem towarzystwo, a sędzia też nic nie widział ;)

  2. woy9 pisze:

    sam nie wiem co myśleć o tych Lakersach.ciężko mi o jakieś głębsze dygresje..zastanawiam się tylko jak ma się team spirit i co siedzi w głowie Jaxa?

  3. Karminadel24 pisze:

    Woy co myśleć ??? Każdy kto oglądał ten mecz stwierdzi jedno, dobrze że Lakersi nie zaczeli jeszcze ziewać w tym meczu :)

  4. Mariusz pisze:

    Niby odpuścili ? No way…

  5. woy9 pisze:

    pewnie ,że nie. raczej nie mieli siły..po meczu z Knicks. i tutaj widzę jakiś problem. ja oglądałem do bloku Howarda. I podobnie jak z Celtami u siebie czy z Heat u siebie, bardzo się rozczarowałem ich grą..

  6. Mac pisze:

    Lakers od dawna przypominają mi wielkiego niedźwiedzia w zimowym letargu. Jeśli się zdenerwuje to w każdej chwili może się obudzić i wymierzyć sprawiedliwość swoją łapą. Wychodzi jednak z założenia – po co tracić siły jeśli jeszcze nie ma wiosennego słońca (czytaj – Playoffs)… Po wybudzeniu jednak mogą być jeszcze trochę ospali, a rywale nie będą czekać i bajka może skończyć się przed czasem…

  7. Karminadel24 pisze:

    nikt nie mówi że odpuścili, nie mieli siły zgadza się. Wygrali na wschodzie co mieli wygrać, Celtics-prestiż, Knicks- MSG i wielki mecz dla urodzonych w NY Odoma i Artesta. A Orlando napewno zmęczenie, to jedno, dwa Lakers mają swoje lata i pewne jest że dopiero sezon dla nich zacznie się w kwietniu. Problemem może być to że do końca nie wiadomo czy się oszczędzać jak Spurs przed rokiem i dostać szybkie baty, czy jechać jak Spurs w tym roku i nie mieć siły w PO, cięzki wybór ale jest jeszcze jedna opcja, zacząć grać i wierzyć że starczy sił :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *