Dzień po dniu…Historia NBA od A do Ą

28.I

Urodziny obchodzą m.in.

Andre Iguodala (27lat)
Mark Madsen (35)
Tony Delk (37)

Ciekawostki:

  • 1980.Red Holzman trener Knicks podczas meczu z Golden State wygranego przez NYK 107-103 zaliczył swoje 600 wygrane spotkanie.
  • 1988.Michael Adams z Denver zaczął swój maraton 79 spotkań z co najmniej jedną trójką na koncie. Swoją przygodę rozpoczął 28.I 1988 z Milwaukee, zakończył 23.I 1989 z Indianą.
  • 1998. Reggie Miller zaliczył przechwyt numer 1,000 z swojej karierze w trakcie spotkania z Washingtonem wygranego przez Pacers 85-84.

W dzisiejszym wydaniu mojego cyklu zapraszam do roku 1992 i spotkania Hornets vs Pistons, a także do meczu w którym główną rolę odegrał dawno już przez niektórych zapomniany Michael Finley, wspomnę również o bardzo ciekawym spotkaniu z roku 2000. Zaczynamy.

W roku 1999 najbardziej zaskakujący był lokaut, a także wizyta w finale New York Knicks, którzy w skróconym sezonie zajęli ostatnie miejsce premiowany występem a Playoffs, a i tak zaszli do finału pokonując po drodze jak zwykle Heat czy Pacers. Po tak wielkim sukcesie, przyszedł czas na pełny sezon 1999/00, w trakcie którego Knicks potwierdzili swoje mistrzowskie predyspozycje i grali bardzo dobrze. Spree, L.Johnson, Ewing, Houston czy Camby to człon zespołu, który poległ w roku 2000 z Pacers dopiero w finale konferencji.

W styczniu grali bardzo nieregularnie, a spotkanie z 28.I. z pewnością było najbardziej wyrównane. W ekipie przeciwnika z Atlanty szalał bowiem Dikembe Mutombo, a także Rider, J.Jackson i młody J.Terry. Na największą uwagę zasługiwały potyczki centrów a także Ridera ze Sprewellem. W meczu padła dogrywka do której doprowadzili gracze Hawks przegrywając już kilkunastoma punktami w ostatniej odsłonie. W dodatkowym czasie gry wygrali Hawks 98-96, a ich główną bronią był Dikembe Mutombo, który zanotował 18pkt, 24zb i 4 bloki, kilkukrotnie pokazując „King Kongowi” że jego czas w NBA powoli dobiega końca. Choć „Jastrzębie” wygrały tylko 28 spotkań w sezonie mogą być dumni że ograli mistrzów wschodu na własnym parkiecie. Dikembe Mutombo…

A propos gości którzy pod tablicami wygrywali mecze dla swoich kolegów. W 1992 roku, kiedy Pistons swoje lata świetności mieli już za sobą 28.I przyszło im zmierzyć się w Charlotte Coliseum z młodą ekipą Hornets, z Johnsonem, Gillem i Currym. Szkoda mówić jak skończyli tamte rozgrywki „Szerszenie”, lecz jedno jest pewne na deskach rażenia nie mieli w ogóle. Nie pytajcie skąd to wiem, tylko zapytajcie kto zrobił im najwięcej szkód na tablicach. Niby wiadomo bo w Pistons grał jeszcze Dennis Rodman, który prócz Larry’ego Johnsona nie miał nikogo kto mógłby mu zbierać. „Worm” po raz kolejny w swojej karierze pokazał że powinien na drugie mieć nie Keith tylko Rebound.

Zgarnął sprzed nosa „Szerszeni” aż 32 deski, do tego 6/9 z gry no i 16 punktów, i choć to Dumars był poniekąd bohaterem tamtego spotkania, bo Dennis odebrał chęci do grania koszykarzom Charlotte Hornets. Dogrywka i aż 50 minut na parkiecie „Worma” zaowocowały zwycięstwem 100-95, a cała ekipa Hornets zaliczyła 44 zbiórki przy 32 Rodmana. A już półtora miesiąca później w meczu z Pacers też z dogrywką ustanowił swój rekord, o czym powiem za jakiś czas.

Czas na rok 2007 i spotkanie Spurs vs Lakers w Staples Center. Ci którzy zapomnieli już że Spurs byli wtedy mistrzami, i że choć bez fajerwerków dziś kroczą po najlepszy bilans w historii klubu, powinni przypomnieć sobie kim był i jest Gregg Popovich a także Michael Finley. Autor najlepszych dunków z naskoku jakie widziałem w dzieciństwie, a także kilkukrotny uczestnik ASG, oraz były zawodnik Suns i Mavs, pod koniec kariery był zawodnikiem od zadań specjalnych w Spurs.

28.I „Pop” po raz kolejny wyciągnął asa z rękawa, kiedy mecz był na styku. Na nic zdała się dogrywka i rzut Bryanta na 0:07 sekund przed końcem meczu, bo w pogotowiu był Finley. Przy fatalnej grze Brenta Barry’ego a także Bowena, który męczył się z Kobim, Michael zrobił co trzeba na 0:o2 sekundy do końca.

5/10 za trzy i 17 punktów z ławki, dało zwycięstwo ekipie z Teksasu, tym o to rzutem:

3 komentarze

  1. darkcore pisze:

    pamiętam tą pierwszą rundę Seattle (1) – Denver (8). ale byłem wkurzony, bo seattle to był wtedy mój ulubiony team obok chicago. ale szacunek dla mutombo, bo nawet na tym filmiku widać jak kilka razy pocisnął kempa a było tego więcej uwierzcie mi – byłem bardzo zły jak kemp dostawał bloka ;) co do finleya to jak przyszedł do ligi to przypominał mi takiego mniejszego kempa i ten jego start w Slam dunk z dwoma piłkami uuuaaaaa nie pamiętam aby ktoś od tamtego czasu porwal się na coś podobnego (nie chodzi o dwie piłki ale o wykonanie – jedna odbita od ziemi, lecąca wysoko…. a szkoda gadać – kto widział ten wie o co chodzi). BTW tak sobie przypomniałem – do Kempa porównywalem jeszcze dwóch graczy i myślałem, że kiedyś go zastąpią: Rodney Rogers i Antonio McDyess, a najbardziej McDyess był godnym zastępcą za Kempa – http://www.youtube.com/watch?v=SQC5g7yezgs

  2. darkcore pisze:

    szkoda, że dostał poważnej kontuzji ale wtedy to był kozak (McDyess): http://www.youtube.com/watch?v=Y1A5J01-keI&feature=related

  3. karminadel24 pisze:

    gdyby Mutombo posiedział jeszcze rok albo dwa w Nuggets lub McDyess wcześniej zawitał do NBA możnaby polecieć dalej:

    PG Marc Jackson (Abdul-Rauf)
    SG Reggie Williams (Jalen Rose)
    SF Ricky Pierce (Laphonso Ellis)
    PF Antonio McDyess (Tony Battie)
    C Dikembe Mutombo (Ervin Johnson)

    plus Kenny Smith, Marciulionis i Dale Ellis z tego co pamiętam a juz w 98′ Van Exel , Billups i chyba Keon Clark hohoho!! nie złożyło po prostu wszyscy się mijali…… to samo co w Warriors w podobnych latach !

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *