Dzień po dniu…Historia NBA od A do Ą

27.I

Urodziny obchodzą m.in:

Johan Petro (25lat)
Jiri Welsch (31)
Todd MacCulloch (35)

Ciekawostki:

  • 1982.Geoff Huston z Cleveland zaliczył 27 asyst w wygranym meczu z Golden State 110-106. W tamtym czasie był to czwarty najlepszy wynik w historii.

W dzisiejszym wydaniu historii zapraszam do roku 1985 i pewnego meczu o którym pamiętać będą nasze dzieci i wnuki, powrócimy do roku 1989 i meczu Chambersa z Knicks, a także do 2006 roku i kolejnej potyczki Lakers z Bobcats, które powoli przechodzą do historii. Odpalamy.

Jeżeli wydaje Wam się że Celtics wygrali w 1984 roku mistrzostwo to macie rację, jeżeli myślicie że w roku 1985 przegrali w jednym z najlepszych finałów w historii z Lakers 2-4 też macie rację, jeżeli uważacie że lata 80’s prawie całkowicie opanowali gracze tych obu drużyn zgodzę się, jeżeli w końcu uważacie Larry’ego Birda za jednego z najlepszych graczy wszech czasów powiem że macie absolutną i niepodważalną rację.

W roku 1985 Celtics wygrali aż 63 spotkania o jedno więcej niż Lakers, a MVP sezonu regularnego zgarnął Larry. W styczniu przegrali tylko 3 spotkania, a goszcząc Blazers 27.I. chcieli podtrzymać dobrą passę. Sezon jaki rozgrywał Bird był po prostu rewelacyjny, a średnie jakie wykręcał były jakby z innego świata (28,7ppg, 10,5rpg, 6,6apg) plus ponad 52% skuteczność z gry, +40% zza łuku i 88% z linii. Był to drugi z trzech z rzędu tytuł najbardziej wartościowego gracza ligi, i tylko porażka w finale zepsuła mu humor. Indywidualnie jednak rozgrywki 1984/85 były najlepsze w jego karierze a spotkania jak te z Blazers na zawsze zostaną w pamięci kibiców, będąc jednocześnie po prostu wizytówką NBA.

Nic w tym dziwnego bo Larry wyprawiał cuda, grając jak w transie przez calutki sezon. Niestety dla przeciwników Celtów, Blazers sezon ten był po postu zmarnowany, a kontuzje pokrzyżowały im szyki. Przed meczem z C’s mogli pochwalić się bilansem zaledwie 19 zwycięstw w 45 spotkaniach. Ich liderem był Kiki Vandeweghe, a młody Drexler dopiero uczył się grania na najwyższym poziomie.

Spotkanie z 27.I jednak nie należało do tych, które od początku miało swojego faworyta, a wynik był już dawno ustalony przed meczem. Blazers przy pomocy swoich liderów ku zdziwieniu kibiców w Boston Garden nie chcieli się jednak położyć przed „Dumą”, i walczyli do samego końca. Larry jednak nie przestawał być sobą mnożąc akcje, które zachwycały wszystkich. 48 oczek jakie zaaplikował graczom z Oregonu to jednak nie wszystko, bo na 0:02 sekundy do końca wyciągnął asa w z rękawa. Spójrzcie na ten filmik, do końca…:

Niedawno na naszej stronie ukazały się filmiki promujące stację ESPN i ich środowo-piątkowe spotkania z najlepszą koszykarską ligą świata. Cała plejada gwiazd ligi a także Jeff an Gundy i Marc Jackson są ozdobą tym krótkich lecz bardzo treściwych reklamówek. Jeżeli przeczytacie do końca ten fragment dzisiejszej historii dowiecie się dlaczego Marc Jackson i dlaczego reklamy ESPN pojawiły się w tym miejscu.

Póki co zabieram Was do roku 1989 i spotkania Suns z Knicks. Oba teamy nadspodziewanie dobrze radziły sobie w trakcie sezonu, niestety prędzej jak Knicks, musieli pożegnać się z Playoffs (4-2 z Bulls w półfinale wschodu), a Suns przegrali w finale zachodu z Lakers aż 0-4. Fakty są jednak takie że spotkanie z 27. I oba zespoły zapamiętają z pewnością na długo, Marc J. na pewno. Ewing, Wilkins a także wspomniany Jackson kontra Chambers, Hornacek i Johnson to gracze którzy przyciągali kibiców do hal. Choć tamto spotkanie rozgrywane w Arizonie, oglądało zaledwie ponad 14 tyś widzów, to przysporzyło fanom mnóstwa emocji.

Dlaczego? Jak mówił ciasteczkowy potwór z ulicy sezamkowej w jednej z reklam NBA z lat 90’s „Two Words….Larry Bird Tom Chambers…” Nie dość że rzucił 36 punktów (14/22 z gry), a także zaliczył game winner, który dał zwycięstwo Suns 132-130, to jeszcze popisał się tym:

z pewnością mogłoby się to pojawić w reklamie ESPN, i wspomnieniach Marca Jacksona z NBA. Gdyby jednak Marc ciut w prawo posunął się przy tym monsterze Toma, ten klasycznie by go przeskoczył. Pasował by ten obrazek jak ulał do reklamy w której Marc wstaje rano w klasycznym stroju Knicks z lat 80′ w szlafroku lejąc sobie kawę…..

Pamiętacie spotkanie Bobcats z Lakers z roku 2006, w którym Bryant zaliczył 58 oczek, cud miód zagrali Okafor i Felton a Lakers przegrali po trzech dogrywkach. Dziś mam dla Was kolejną potyczkę tych dwóch teamów z której gracze Bobcats mogą być dumni. To nie tylko zwycięstwo graczy Bobcats tyle że po dwóch dogrywkach 117-110, ale także pokonanie graczy z Kalifornii w ich mistrzowskim sezonie, na ich terenie. To tak dla przypomnienia jeżeli ktoś zapomniał że „Rysie” wygrały aż 4 z 5 ostatnich gier, a także 8 z 12, i dalej liczą się w walce o Playoffs.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *