Blake Griffin i wszystko stało się jasne…

 

Ach ten Blake, Ach ci Clippers. Tak krótko można opisać grę zespołu z Kalifornii oraz jej lidera Rookie Of The Year Blake Griffina. Załoga Del Negro tym razem spotkała się na własnym parkiecie z Indiana Pacers, i głównie dzięki Blake’owi który zrobił różnicę, wygrała 107-114.

Od początku spotkania było wiadomo że jeżeli Clippers zagrają zespołowo i nie dają narzucić sobie stylu gry graczy z Indianapolis, wygrają lecz nikt nie spodziewał się że będzie do tego potrzebne aż 47 punktów jakie padło łupem Blake’a Griffina. Póki co, na dziś dzień 47 oczek to rekord sezonu, rekord kariery młodziana a także najlepszy indywidualny popis strzelecki w historii występów pierwszoroczniaków. I to w dzień Dr. Martina Luthera Kinga Jr., który jak zwykle hucznie obchodzony był w NBA.

Los Angeles Clippers (15-25)
26 29 26 33 114
Indiana Pacers (16-22)
31 27 22 27 107

Lider Clippers świetnie zaczął spotkanie z Pacers rzucając 13 z 19 pierwszych punktów gospodarzy. Dla niektórych mogło to oznaczać że 13 punktów pomnożone przez 4 kwarty da Griffinowi 52 punkty, i wcale o dużo się nie pomylili, gdyż grający jak w transie, czasami jak nie on, Blake trafiał prawie z każdej pozycji na parkiecie.

Wiemy jednak że w pojedynkę meczu się nie wygra tym bardziej że po przeciwnej stronie aż 17 oczek na otwarcie zdobył Darren Collison. Ex-Hornet, dzięki trafieniom pod koniec pierwszej kwarty wyprowadził swój zespół na prowadzenie 31-26. Drugą część spotkania znów rewelacyjnie rozpoczał Blake, który już po 4 minutach w tej części meczu miał na swoim koncie 22pkt, i wcale nie zamierzał na tym poprzestać. To głównie dzięki jego punktom oraz Erica Gordona, Clippers trzymali się w meczu, gdyż po drugiej stronie trafiać zaczął Danny Granger. Do szatni obie ekipy schodziły przy prowadzenie gości 58-55 (Collison 19, Granger 20 oczek), no i Blake 28 punktów.

Zapowiadało się na ostrą strzelaninę, bo w takim tempie i przy takiej skuteczności tych trzech gentelmanów mogło dość do kilku 40 punktowych wyników. Po zmianie stron jednak, głównie dzięki Gomesowi i Gordonowi i ich trójkom, Clippers prowadzili w połowie kwarty 71-64. I gdy ponownie zaczął trafiać Griffin, po drugiej stronie rzutami zza łuku odpowiadał Posey. Na koniec trzeciej ćwiartki po rzucie Gordona było tylko 81-80 dla miejscowych.

Dobry początek ostatnich 12 minut graczy z Indiany zapowiadał wyrównany mecz do końca spotkania, bo po dwóch minutach w ostatniej części meczu było 88-85 dla gości. Wtedy jednak trójki Davisa, Gomesa oraz Gordona a także (specjalność Griffina Bank-Shoty) i run 15-2, dał Clippers prowadzenie 100-90, a kolejne akcje młodziana podwyższyły prowadzenie dla gospodarzy do 107-95. Wtedy jednak po raz kolejny obudzili się i zerwali Pacers, którzy dzięki run’owi 11-2, doszli Kalifornijczyków na 109-106. Odpowiedz przyszła natychmiastowo ze strony Davisa (rzut za trzy) i Griffina, i przy zerowym dorobku graczy z Indiany z ostatnich 60 sekundach meczu, Clippers mogli cieszyć się z kolejnej wygranej.

To że Blake rzucać potrafi, wiemy nie od dziś, lecz jego rzuty o deskę, przeszły moje oczekiwania. Nawet to Griffin robi z wielką gracją. Kiedy składa się do rzutu nikt nie powie że jest drewniany jak Duncan, a z takim wachlarzem zagrań nie po raz pierwszy wróże mu wielką karierę. Na pochwalę w ekipie zwycięzców zasługują oprócz Griffina, Gordon (23 pkt) i Davis (14pkt,12as).

Po stronie gości oprócz 30 oczek Collisona i 32 Grangera, nikt z małym wyjątkiem na Poseya, nie zasłużył na pochwały i właśnie dlatego Pacers od porażki zaczęli swój trip na zachód. Clippers natomiast dalej liczą się w walce o PO, tym bardziej że po raz piąty z rzędu wygrali właśnie na własnym podwórku.

Clippers: Griffin 47 (14zb), Gordon 23, Davis 14 (12as), Diogu 9, Gomes 8, Jordan 7
Pacers:
Granger 32, Collison 30, Posey 10, Rush 10, Hibbert 4, Ford 4, Foster 4

2 komentarze

  1. darkcore pisze:

    od czasów Hakeema Olajuwona nie widziałem takiego spin move w wykonaniu tak wysokiego gracza. jeszcze jakby Griffin nauczył się takiego Dream Shake’a i rzutów z 5,6,7 metra to byłby nie do zatrzymania. ale spokojnie bo to przecież jego pierwszy sezon ;) Hakeema powinni wynająć do szkolenia Griffina, bo do Howarda umiejętności to bardziej nadaje się Patrick Ewing – takiego klocka jak Howard nie nauczy się raczej zwinności i gibkości – koleś ma inne predyspozycje. Co innego Blake – jakby opanował to wszystko + te jego kozły pod nogą to może być miazga

  2. darkcore pisze:

    aha chłopaki taka prośba – wspomnijcie coś o eddie jones’ie, według mnie jeden z bardziej niedocenianych i zapomnianych zawodników. może nie wszyscy znają gościa: 3xAll-star game, 3xAll-defensive second team, 1xAll-nba third team – jeden z większych pechowców, dwa razy wytransferowany z drużyn sięgających po mistrzostwo sezon przed tytułem. oraz o 3J z dallas (Jason K, Jamal M, Jim J.). pzdr

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *