Duet Rose-Boozer znów na ustach Chicago

W pierwszy dzień świąt Derrick Rose i Carlos Boozer gościli w Madison Square Garden, w Nowym Jorku. Spotkanie to i potyczka z Knicksami okazała się bardzo zaciętą, ale niestety w pojedynku z odwiecznymi rywalami, Bulls zeszli z parkietu jako pokonani. Wczoraj z kolei, w drugi dzień świąt (Czerwone Byki to mocno świąteczna drużyna?), toczyły one kolejny wyrównany bój z innymi wrogami, w Detroit. Od lat, starcia byłych 6-krotnych Mistrzów ligi z eks 3-krotnymi zdobywcami pierścieni – Pistons – elektryzują fanów obu ekip. I właśnie nie inaczej było wczoraj!

51 oczek zdobytych przez nowy super duet ligi Rose-Booz nie wystarczyły do wyrwania wygranej z rąk Amare, Chandlera, Feltona i innych Knicks. Przeciwko Tłokom, liderzy Wietrznego Miasta zdobyli tych punktów jeszcze o trzy więcej, a do rozstrzygnięcia potrzebna była dogrywka!! Tym samym gracze trenera Thibodeau zostali najbardziej zapracowaną ekipą ligi..w święta..teraz przyszedł chyba czas na odpoczynek?!

Wczorajszy mecz również oglądałem nieco przez pryzmat byłych lub niedoszłych graczy Bulls. Króciutko podsumowując to trzeba powiedzieć ,że wyraźnie zawiódł Ben Wallace, zwłaszcza, iż nie wykorzystał (Amare to zrobił dzień wcześniej) absencji Joakima Noaha (Big Ben zebrał tylko dwie piłeczki..). Inny – Ben – marzący niegdyś o wielkiej karierze w Illinois – Ben Gordon – zagrał 18 minut (nawet jako starter) – miał na koncie 7 oczek. Co oceniam jako zdecydowanie mało jak na snajpera.

Detroit Pistons – Chicago Bulls 92:95 OT (15:23, 19:17, 23:28, 28:17, d. 7:10)

Nie zawiódł natomiast, a bardzo pozytywnie zaskoczył Tracy McGrady. Jego 15 oczek, przy bardzo przyzwoitej skuteczności, mocno poderwały fanów i kolegów z drużyny, dając nawet sporą nadzieję na wygranie spotkania z wyżej notowanym teamem.

Przyjezdnym udało się wygrać to spotkanie mimo niskiej skuteczności z gry i 39% swoich rzutów. Ważnym elementem okazała się walka na tablicach. Tym bardziej większy prztyczek w nos podkoszowych Pistons i trenera Kuestera. Bez Noaha Bulls zdominowali deskę 55-39 i uwaga najlepszym zbierającym był Rose z 12!! to był jego osobisty rekord kariery.

11. zebrał Boozer, 9.wracający do formy Gibson, 8.weteran Kurt Thomas, a 6. Luol Deng. Po stronie rywali jedyne dwucyfrowe zbiórki miał Villanueva.

Nieskuteczność Byków i błąd Derricka Rose’a pod koniec regulaminowego czasu dały nam dogrywkę w tym spotkaniu (polecam filmik i cztery próby rzutów Pistons), a zbiórka i tzw. leadership przyniosły końcowy sukces przyjezdnym z Illinois. Trzeba znów podkreślić, iż niższy skład rywali (Tłoki zagrały nieco jak Knicksi)i tzw. small ball znów napsuł wiele krwi graczom trenera Thibodeau.

Czołowi strzelcy spotkania: Prince 17 (6as), Stuckey 16 (5zb), McGrady 15, Hamilton 15 oraz Boozer 31 (11zb), Rose 23 (12zb, 8as), Deng 10 (6zb)

Boxscore

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

3 komentarze

  1. Bob pisze:

    T-Mac zaczyna po malu wracac do gry. Oby bo Pisons by sie bardzo przydal, a za to ze dali mu szanse warto by bylo sie odwdzieczyc…

  2. Mac pisze:

    Każdy niezły występ T-Maca bardzo mnie cieszy. To mój człowiek!!!!!!

    Najlepsza była akcja Detroit na dogrywkę. Mieli chyba ze trzy zbiórki w ataku.

    Co do Bulls to widać, że Boozer jest siłą, której potrzebowali.

  3. GPR pisze:

    nom
    gdyby wszystko zależało od rose’a to byłby dramat
    w końcówce i dogrywce miał fatalną skuteczność

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *