Czy liga powinna być mniejsza?

LeBron James w przeddzień długo oczekiwanego świątecznego starcia gigantów Heat @ Lakers wypowiedział się w dość kontrowersyjny sposób na temat ilości drużyn w lidze.

Hopefully the league can figure it out one day to go back to the situation it was in the ’80s, when you had three or four All-Stars, three or four superstars, three or four Hall-of-Famers on the same team. The league was great. It wasn’t as watered down as it is. You had more (All-Star) players on a team, which made almost every game anticipated — not just a Christmas Day game, not just a Halloween game. LeBron James

 

W wolnym tłumaczeniu oznacza to, że gwiazda Miami uważa ligę za zbyt dużą przez co w zespoły nie mają możliwości zgromadzenia świetnych graczy w jednej drużynie (tak jak choćby w Heat). Powoduje to, że zaledwie kilka spotkań (LBJ wspomina o świątecznym i z okazji halloween) jest oczekiwanych przez naprawdę dużą ilość osób.

Wniosek jest taki, że ilość utalentowanych graczy jest względnie stała, a od tego ile drużyn gra w lidze zależy jak będą oni podzieleni. James w dalszej części swojej wypowiedzi mówił, że wystarczy wyobrazić sobie co by się stało gdyby Kevin Love, Brook Lopez czy Devin Harris zmienili drużyny na takie, którym brakuje bardzo niewiele by być poważnymi kandydatami do tytułu.

Czy właśnie to jest ta różnica między ligą obecnie, a tą w przeszłości, gdy praktycznie każdy mecz był interesujący? Czy obecnie u kogoś, kto nie jest fanatykiem danej drużyny, zainteresuje spotkanie Bobcats – Nets? Może rzeczywiście liga powinna być mniejsza, to sprawiłoby że między graczami byłaby większa rywalizacja, a Ci dla których zabrakłoby miejsca powędrowaliby do Europy przy okazji podnosząc poziom lig na starym kontynencie?

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

9 komentarzy

  1. GPR pisze:

    też uważam ze liga jest za duża ale z innego powodu
    Oni przez większa część roku są ciągle w drodze
    spotkań powinno być chyba mniej (tak co 3 dni)

  2. Woy9 pisze:

    spadek z ligi najgorszego teamu, albo baraż dwóch najgorszych byłby jakimś rozwiązaniem. spadek wg. mnie oznaczałby rok czekania na powrót do ligi! nie mielibyśmy wówczas sterowań, przegrywamy więcej to mamy większe szanse na numer1 draftu!! pojedynek gigantów Nets z Bobcats lub kto mnie rzuci i zanotuje niższą skuteczność..czas chyba też na dywizję Europejską. np. uczestnicy Final Four Euroligi mierzą się w światowym finale z 4 najlepszymi drużynami NBA!! najpierw system Europa – NBA, a potem Final 4 jak w NCAA czy Eurolidze i jeden mecz. To byłaby rewolucja!! w końcu mistrzem świata jest BARCA (jeden mecz dałby więcej szans Europie a i pokazałby co znaczy gra zespołowa i taktyka).

  3. flappjack pisze:

    być może zmniejszenie ligi podniosło by atrakcyjność, ale na pewno nie widzę tu czegoś takiego jak spadek z ligi i rok oczekiwania – bo tak naprawde to jest biznes i nikt nie bedzie czekał roku na gre i zarabianie pieniędzy, no chyba że stworzyli by jakąś drugą lige NBA :-) A pomysł z Europą całkiem fajny, ciekawe jak by to sie mogło rozwinąć.
    A tak patrząc na przeszłość to dziś mało kto obejrzy mecz NETS- BOBCATS a kiedyś mało kto oglądał mecze CLIPPERS, KINGS, WARRIORA itd., tak było kiedyś tak będzie i teraz, wiadomo że tych słabszych oglada sie mniej chętnie.

  4. OJ pisze:

    Generalnie NBA to biznes i mimo iż Stern chce tworzyć markę globalna nie zrobi niczego, co mogłoby zaszkodzić wizerunkowi jak i całemu biznesowi. Dla nas to rozrywka, dla nich biznes. Póki co nie ma szans na zaprezentowanie powyżej rozwiązania. A w wypowiedzi Jamesa jedzie też hipokryzją. Do czego on pije ? Ano do tego, że w jego składzie brakuje kilku co bardziej wartościowych zawodników, by móc dorównać Celtics czy Lakers. Dlatego chciałby widziec u siebie w Heat takiego Lopeza, Harrisa czy Love’a. Pamiętajcie każda wypowiedź co za sobą kryje, najczęściej indywidualne potrzeby. Tak więc Lebron po raz kolejny ukrywa pod płaszczykiem to, że jest hipokrytą.

  5. Mariusz pisze:

    Czyim kibicem jestem, to nie ukrywam… ale jednak podobnie jak OJ odbieram te słowa LeBrona. „Kocham” Wade’a i Miami, ale czasem mam wrażenie, że LeBron zrobiłby WSZYSTKO żeby zdobyć pierścień. Może dlatego, że po prostu jeszcze go nie ma, mimo, że jego osobę przedstawia się już niemal jako legendę ligi.

    Woy9 – „w końcu mistrzem świata jest BARCA”. Formalnie oczywiście tak, ale mówmy całkiem serio. Nie przepadam za „jaskrawymi”, ale w trakcie sezonu, w normalnej dyspozycji nawet nie daliby im pierdnąć. Na marginesie genialny Rubio (życzę mu jak najlepiej) robił za błazna w starciu tych drużyn.

  6. woy9 pisze:

    Ja mówię serio Mariusz. Lakers dostali w tyłek i basta. cały świat to widział. kogo to obchodzi jak o formę w wakacje dbał bądź nie dbał Kobe? bo to on zagrał najgorzej i pisaliśmy o tym jakiś czas temu. normalna dyspozycja to moja propozycja (Odom, Gasol,Artest a nawet Blake wówczas nie zawiedli!), taki turniej na koniec sezonu NBA razem z czasem kiedy kończą grać w Europie. nie ma lepszego momentu! Czołowe drużyny europejskie wcale nie ustępują teamom z NBA. Pokazało to CSKA tego lata , kiedy wygrało 2.mecze w USA. I NBA i CSKA przygotowywali się do sezonu. szanse więc były równe..
    p.s. i wracając do Bryanta, pamiętam jak Jordan szykował się na Mcdonalda we Francji i jak pokrzykiwał na kolegów i mobilizował ich podczas meczów w Paryżu. To był Jordan, zawsze głodny wygranej!!

  7. Mariusz pisze:

    Ciężko tak bronić jak się kogoś nie lubi, heh. Tym bardziej, że moim zdaniem LA na bank stracą w tym roku tytuł. Ja wiem, czy aż tak blisko są europejskie teamy… to chyba jednak trochę jak z reprezentacją USA, w pewnym momencie następuje konkretny odjazd i bye bye. Potem zanotowali bodaj 8-0 w lidze (najwyżej ktoś mnie poprawi), taka mocna ta Barca względem NBA… Wspomniany Rubio boi się, bo wie, że nawet w słabym zespole NBA mógłby mieć problem z tym, żeby porządnie poświecić.

  8. woy9 pisze:

    mówimy o kolektywie, Rubio jak Rondo nigdy nie będzie snajperem, jest szybki,ma świetny przegląd pola, super drybling. gdzie mu się spieszy a jest ciągle młody? by go wsadzili na minę jak co chwilę kontuzjowanego Calderona? by go napchali sterydami?? by przed 30tką nie miał chęci do gry??szanuję jego wybór jak kiedyś Bodirogi!

  9. Mariusz pisze:

    Wiesz, to mój absolutny europejski ulubieniec. Ale po decydujących momentach ostatnich MŚ i właśnie tego meczu z LA… bida, oj bida. W NBA by go zjedli. Przy Rondo, to on na teraz… jedynie rondel przychodzi mi do głowy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *