Bohater i antybohater tygodnia (8)

Ostatnio w NBA sporo się działo. Dla nasz najważniejsze były głośne wymiany, których częścią był Marcin Gortat. Są jednak inni, których warto wyróżnić, zarówno pozytywnie jak i negatywnie, za ostatni tydzień.

BOHATER TYGODNIA

Manu Ginobili – co jest lepsze od wygrania meczu w samej końcówce? Zapewne kilka rzeczy by się znalazło, ale na pewno będzie wśród nich wygranie w ten sposób dwóch meczów pod rząd. Tego właśnie dokonał Manu Ginobili w minionym tygodniu. Najpierw w konfrontacji z Milwaukee Bucks jego San Antonio Spurs remisowało 90:90, więc Argentyńczyk wziął odpowiedzialność na swoje barki i trafił z półdystansu równo z syreną końcową. Zaledwie następnego dnia „Ostrogi” przegrywały 112:111 z Denver Nuggets na siedem sekund przed końcem. Ponownie Ginobili zabawił się jednak w kata i ponownie trafił decydujący rzut, dzięki czemu było 113:112. Do końca pozostały jeszcze jednak cztery sekundy, więc obrońca SAS zdążył się popisać jeszcze jednym bohaterskim zagraniem. Przyjął dobrą pozycję w defensywie i Carmelo Anthony popełnił faul w ataku.

ANTYBOHATER TYGODNIA

Derrick Rose – bez wątpienia ten młody rozgrywający jest obecnie liderem Chicago Bulls. Od lidera wymaga się jednak pewności w kluczowych momentach. Podczas ostatniego meczu z Los Angeles Clippers ekipa „Byków” przegrywała 100:98. Sfaulowany został jednak Derrick Rose i miał przed sobą dwa rzuty wolne na 0.8 sekundy przed końcem spotkania. Mógł doprowadzić do dogrywki. Pierwszego trafił i zrobił się 100:99. Mógł cały czas doprowadzić do dogrywki. Drugiego nie trafił i mecz się zakończył. Już nie mógł doprowadzić do dogrywki. Rose zagrał wtedy bardzo dobre zawody (34 pkt, 8 as i 6 zb), ale w decydującym momencie ręka mu zadrżała. Chyba musi jeszcze popracować nad osobistymi, żeby wyeliminować takie sytuacje w przyszłości. W swojej karierze Rose trafia wolne ze skutecznością ok. 77%.

12 komentarzy

  1. GPR napisał(a):

    Jeśli Rose był antybohaterem tamtego spotkania to ja nie wiem co mógłbyś napisać o grze byków tamtego dnia.
    Oglądałem ten mecz i byli nieporadni jak dzieci.
    Przez większość spotkania przegrywali kilkoma lub nawet kilkunastoma punktami tak więc możliwość dogrywki to już dar z nieba. Ja oglądając ich przez 3 kwarty nie widziałem tu nawet takiej szansy. Ciekawe jak się dzisiaj spiszą.

  2. GPR napisał(a):

    poza tym o ile mnie pamięć nie myli w poprzednim tygodniu uratował bykom 2 mecze :-)

  3. Woy9 napisał(a):

    Akurat nie znalazłem czasu by opisać ten mecz w weekend. Dobrze, że Maciek o nim wspomniał. GPR – od lidera wymaga się by stanął na wysokości zadania, szczególnie w meczu na styku. Wybór Maca jak najbardziej dla mnie słuszny, Rose zawalił…

  4. Bob napisał(a):

    W stylu Chucka Barkleya – GIIIINOOOOBBIIIIIIILIIIIIIIIII !!!!!1111oneone ;)

  5. suchy282 napisał(a):

    Nie obwiniałbym Rose’a za tę porażkę. Ok zadrżała mu ręka i nie udało mu się doprowadzić do dogrywki, ale jednak w tym meczu to on ciągnął ten wózek pod nazwą Chicago Bulls.

  6. Woy9 napisał(a):

    Wyobraź sobie Messiego nie strzelającego karnego w 90 minucie meczu, a Barca przegrywa. Wielkich graczy poznajemy po sposobie jak kończą.

  7. Sajmon napisał(a):

    Wczoraj oglądałem sobie taki dobry film pt. „We Are Marshall” o historii pewnej drużyny uniwersyteckiej futbolu amerykańskiego z lat 70-tych i tam w pewnym momencie pada takie zdanie (lecę z pamięci) – „Nie liczy się to, że dobrze graliśmy. Liczy się fakt, że przegraliśmy i nie ma na to żadnego usprawiedliwienia.” Rose mógł ciągnąć i 100 wózków w tamtym meczu, ale w najważniejszym momencie wszystkie puścił – i tylko to się liczy moim zdaniem.

    • Woy9 napisał(a):

      właśnie o to chodzi. czasami gość , który cegli cały mecz (przykłady Dereka Fishera i finały z Orlando czy jeden ze swoich buzzer beaterów z play off) zostaje bohaterem za jedną akcję. Tak było z Artestem, kiedy pokonał Suns w P.O. Z kolei co dało ,że Amare przeciwko Celtom grał jak z nut, skoro w końcu i tak przegrał dwoma oczkami..Rose jest kreowany od momentu przyyjścia na lidera, team jest budowany pod niego, a on zawiódł w najprostszym elemencie gry. Dodam , to ja BULLS-Fan!!

  8. Mac napisał(a):

    Rose to świetny zawodnik i to nie podlega dyskusji. Wyjaśnienie mojego wyboru świetnie podali Sajmon i Woy. Liczą się zwycięscy, a prawdziwych bohaterów poznaje się po tym, że w odpowiednich momentach, jednym zagraniem, potrafią przesądzić o tej wygranej.

    Pozdrawiam

  9. bargnani7 napisał(a):

    No nie wiem czy wybór Rose’a na antybohatera można nazwać inaczej niż żenadą albo wielkim nieporozumieniem.

    4.12.2010 – Chicago vs Houston i buzzer Rose’a, którym ocala Bullsów. Radzę sobie przypomnieć.

    Powinąć ręka może się każdemu, gdyby te osobiste zawalił Deng, czy Boozer nawet pewnie nie zostałoby to wspomniane.

    Radzę autorowi porównać grę Rose’a w ostatnich spotkaniach z grą Kobe’go. Nawet nie był w stanie utrzymać Lakersów w meczu przeciw Milwaukee i tu pewnie znaleźlibyście wytłumaczenie, że to ławka, a to Gasol…, ale Derrick to w końcu nie Bryant.

  10. Woy9 napisał(a):

    Kolego oceniamy tydzień od wtorku do wtorku..O Kobem maybe next week;)

  11. bargnani7 napisał(a):

    Wiem, ale poza tym jednym osobistym nie można nic Rose’owi zarzucić więc dla mnie to kuriozalna sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *