Clippers pożarci przez Grizzlies

 

W Los Angeles, ekipa Clippers spotkała się z Memphis Grizzlies. Oba zespoły choć przed sezonem miały wielkie nadzieje, przynajmniej na Playoffs, póki co muszą obejść się smakiem. Po twardej walce pojedynek zakończył się zwycięstwem gości 84-83.

Pierwszą kwartę od ostrego wejścia zaczął jak zwykle duet Gordon-Griffin, który bardzo szybko pokazał przyjezdnym że o zwycięstwo będzie bardzo ciężko. Obaj w pierwszej połowie zdobyli po 10 punktów, Gordon jak zwykle trafiał z dystansu, Griffin głodny gry w każdej akcji, niepokorny dzieciak, trafiał z półdystansu, spod kosza, podawał, i co robi najlepiej pakował piłkę z góry.

Nie wiem jak wy ale dla mnie ten chłopak gra jakby chciał zmienić znaczenie stwierdzenia power-forward. Jeżeli jego kariera dalej tak się potoczy, na stałe w annałach zapisze się jako ktoś kto zmienił grę na pozycji silnego skrzydłowego.

Clippers po pierwszej kwarcie wygrywali 27-19, a w połowie drugiej kwarty nawet 40-28, kiedy to Baron Davis trafił spod kosza. Po stronie Grizzlies dobrze zagrał O.J. Mayo, którego 13 punktów w samej pierwszej połowie pozwoliło być w meczu graczom z Memphis. Świetnie z ławki zaprezentował się także Brian Cook, który po dwóch meczach zawieszenia wrócił do gry. Jego 10 punktów do połowy w tym rzut za trzy tuż przed gwizdkiem zapraszającym koszykarzy na przerwę dały Clippers sześć oczek przewagi.

Po zmianie stron do gry włączył się Rudy Gay, który był kompletnie niewidoczny w pierwszej odsłonie meczu. Zach Randolph, Gay i Marc Gasol prowadzili Grizzlies przez całą trzecią kwartę, w której zdobyli 20 z 22 oczek całego zespołu. Po drugiej stronie dobrze grał głównie Eric Gordon, którego punkty pod koniec trzeciej kwarty dały prowadzenie gospodarzom 66-59.

Początek czwartej kwarty to dobra gra Tony Allena, który oprócz 8 punktów w tej części meczu, przede wszystkim wręcz zabierał piłki z rąk rozgrywającym Clippers. Bledsoe zaliczył kilka prostych strat, a zdenerwowany coach Del Negro, desygnował do gry Barona Davisa, który również nie radził sobie z prowadzeniem gry.

To wszystko dobrze wykorzystali gracze Memphis. Po rzucie Allena na pięć minut przed końcem meczu, na tablicy widniał wynik 77-77. Mnóstwo przerw, niecelnych rzutów i strat, w ostatnich minutach spotkania to powód nerwowości jaka wkradła się w szeregi obu ekip. W tym wszystkim lepiej odnaleźli się jednak Grizzlies, którzy po trafieniach Gaya i Allena prowadzili na 2 minuty do końca spotkania 82-79.

Kolejna stagnację w ekipie Clippers przerwał trafiając z linii Gordon, lecz chwile później Randolph na 0:45 sek przed końcowym gwizdkiem trafił na 84-81. Gordon po raz kolejny dał szanse gospodarzą, ale Baron Davis przestrzelił rzut na zwycięstwo dla Clippers i to Grizzlies mogli cieszyć się z kolejnego sukcesu.

Clippers przegrali kolejny mecz w końcówce. Choć Gordon i Griffin, mogą czuć się liderami zespołu brakuje ich punktów w końcówce. Dobrze broniony przez Zacha, Griffin, praktycznie nie istniał w ostatniej kwarcie meczu. Wiemy że to młody i perspektywiczny zawodnik, lecz na dzień dzisiejszy musi wyzbyć się kilku rażących nawyków. Pierwszy to pchanie przeciwników pod koszem, drugi to ciągłe upominanie się o faul. Wiemy że NBA to nie liga akademicka, a przystosowanie się bywa ciężkie, jednak póki co daleka droga przed Blakiem, by sędziowie traktowali go jak Bryanta i Wade’a.

Los Angeles Clippers
27 20 19 17 83
Memphis Grizzlies
19 22 22 21 84

Clippers: Gordon 25, Griffin 19 (11zb), Jordan 10 (14zb), Cook 13, Davis 6, Gomes 6
Grizzlies: Randolph 18 (13zb), Gasol 17, Gay 12, Mayo 13, Conley 7, Allen 8

1 Odpowiedź

  1. Mac pisze:

    Clippers mogli, a nawet powinni wygrać ten mecz. Myślę, że ostatnią akcje mogli jakoś bardziej pomysłowo rozegrać. Griffin faktycznie dobrze przykryty niemal nie istniał. Przed nim jeszcze daleka droga, ale wszystko idzie w odpowiednim kierunku.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *