Świetny Scola, Lakers lepsi od Wizards

Detroit Pistons (7-15)
24 21 21 17 83
Houston Rockets (8-13)
29 25 21 22 97

 

Koszykarze Houston Rockets odnieśli swoje ósme zwycięstwo w obecnym sezonie. Pokonali na własnym parkiecie Detroit Pistons. „Rakiety” raczej pewnie wygrały, ale nie było tak łatwo jakby się wydawało na pierwszy rzut oka. Houston odskoczyło dopiero pod koniec II kwarty i to w dużej mierze dzięki serii celnych rzutów wolnych Kevina Martina. W III odsłonie obraz gry nie uległ zmianie i Pistons nie potrafili zbliżyć się do rywali. Trochę inaczej to wyglądało w ostatniej części. Na lekko ponad osiem minut przed zakończeniem meczu McGrady trafił trójkę i przewaga Rockets zmalała do zaledwie jednego punktu (77:78). To jednak najwyraźniej podziałał jak zimny prysznic na gospodarzy, bo wzięli się w garść i wyraźnie odskoczyli ekipie z Detroit. Pistons od tamtej chwili zdobyli zaledwie sześć punktów, a Rockets aż 19.

Nic dziwnego, że Houston odnieśli zwycięstwo, bo Luis Scola był po prostu w świetnej formie. Zdobył 35 punktów i zebrał 12 piłek. Świetnie również spisał się Kyle Lowry, który dołożył 22 punkty i rozdał 12 asyst. Te jego asysty to wyrównanie rekordu kariery. Lowry po raz czwarty osiągnął taki wynik. Co ciekawe, po raz trzeci w tym roku, a po raz drugi w tym sezonie. Rozwija się. Trzecią ważna postacią w Rockets był Kevin Martin (22 pkt).

W Detroit z pierwszej piątki praktycznie dobrze zaprezentował się Rodney Stuckey (18 pkt i 5 as). Richard Hamilton nie mógł za bardzo rozwinąć swoich skrzydeł, gdyż po 15 minutach przebywania na parkiecie został wyrzucony za kłótnie z sędziami. Dlatego zdołał zdobyć tylko 6 punktów. Pierwsza piątka nie błyszczała, ale dwóch rezerwowych pokazała się z bardzo dobrej strony – Austin Daye i Tracy McGrady. Ten pierwszy zdobył 12 punktów, a McGrady 11 punktów. widać, że „T-Mac” dobrze się czuł grając przeciwko dawnej ekipie, gdyż w kilku akcjach naprawdę można było poczuć delikatny powiem jego dawnej klasy.

Pistons rzucili przeciwko Houston zaledwie 83 punkty. Żadna inna drużyna w tym sezonie nie rzuciła przeciwko „Rakietom” tak mało.

Washington Wizards (6-14)
23 33 28 24 108
Los Angeles Lakers (15-6)
36 33 18 28 115

 

Los Angeles Lakers przeważali przez cały mecz i ostatecznie wygrali. Koszykarze Washington Wizards nie zdołali nawet na krótką chwile wyjść na prowadzenie. „Jeziorowcy” jednak też nie potrafili utrzymać bardzo wysokiej przewagi. Zawsze goście potrafili zniwelować znaczną część strat. Lakers przez cały mecz dominowali bliżej kosza. Wygrali zbiórki i więcej punktowali z pomalowanego. Podkoszowi Wizards nie dawali sobie rady. Ogólnie mecz mógł się bardzo podobać, bo z jednej jak i z drugiej strony byliśmy świadkami naprawdę wielu widowiskowych akcji.

Lakers byli prowadzeni do tego zwycięstwa przez swoją „wielką trójkę”. Pierwsze skrzypce grał oczywiście Kobe Bryant, który zdobył 32 punkty. Świetnie sobie radzili też Pau Gasol i Lamar Odom. Gasol zdobył 21 punktów i miał 12 zbiórek. zapowiadało się na jego kolejne triple-double, gdyż już do przerwy miał 8 asyst, ale później nie zdołał już żadnej dołożyć. Odom mecz zakończył z dobrym dorobkiem 24 punktów i 7 zbiórek. Na dodatek dobrze zaprezentował się wchodzący z ławki Shannon Brown, który dorzucił 12 punktów.

Po stronie Wizards też można mówić o pewnej trójce. John Wall uzyskał double-double na poziomie 22 punkty i 14 asyst. Gilbert Arenas rzucił 23 punkty. Prawdziwym zaskoczeniem był jednak Nick Young, który wchodząc z ławki zdobył 30 punktów. Dla Younga był to powrót do rodzinnego miasta. Sam zawodnik nie ukrywał po meczu, że bardzo cieszy się z powrotu do rodzinnych stron, ale żałuje, że nie udało się pokonać Lakers, bo on jeszcze nigdy nie wygrał w L.A.

1 Odpowiedź

  1. Mariusz pisze:

    Mikołaj… ! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *