Bolesna lekcja koszykówki dla Hornets, kolejna porażka Clippers

 

W Nowym Orleanie miejscowi koszykarze ulegli San Antonio Spurs 109-95. Była to pierwsza porażka Hornets przed własną publicznością w tym sezonie.

Pojedynek Hornets – Spurs miał dwa oblicza, a kibice gospodarzy przecierali oczy ze zdziwienie po tym, co zobaczymy w drugiej połowie meczu.

Od samego początku mecz toczył się pod dyktando Hornets, którzy głownie za sprawą Davida Westa (18 punktów w pierwszej połowie), z minuty na minutę powiększali przewagę. Po pierwszej kwarcie prowadzili 34-26, w drugiej natomiast odskoczyli jeszcze rywalom by na przerwę schodzić przy stanie 61-44. W tym okresie koszykarze z Luizjany notowali ponad 60% skuteczność z gry.

Po zmianie stron w szeregi Spurs wstąpił nowy duch. Nie wiemy co trener gości powiedział swoim podopiecznym w szatni, wiemy natomiast że trzecią odsłonę meczu koszykarze z Texasu zaczęli niesamowicie zmotywowani.  Na 5 kolejnych punktów Ginobili’ego początkiem tej części meczu, szybko odpowiedział Belinelli i gospodarze wyszli na największe prowadzenie w meczu 68-51. Niestety był to początek końca dla miejscowych gdyż Spurs odpowiedzieli runem 10-0 i już po pięciu minutach, po zmianie stron przegrywali tylko 68-61. Później z dystansu trafił George Hill i z 14-sto punktowej przewagi do przerwy zostały tylko 4 „oczka”.

Goście świetnie zacieśniali pole podkoszowe, podwajając za każdym razem kiedy był przy piłce Davida West. Rewelacyjna praca z obronie skutkowała, skutecznym atakiem co pozwalało im na praktycznie całkowite zniwelowanie straty przed czwartą kwartą 77-72. Hornets natomiast trafili tylko 5 z 15 rzutów z gry przegrywając tą część spotkania 28-16

Ostatnia odsłona spotkania to w dalszym ciągu dominacja Spurs, których do boju prowadziła trójka Duncan, Ginobili i Jefferson. Spokojnie kontrolując grę, po rzucie McDyessa prowadzili 79-77. Od tego momentu było już tylko gorzej dla gospodarzy, którzy za nic nie potrafili sforsować obrony rywali. Seryjnie mijali się z koszem West i Paul. Ten pierwszy nie potrafił trafić także z linii, co tylko powiększało frustracje Hornets. Monty Williams próbował poderwać swoich koszykarzy dwukrotnie biorąc czas, lecz niestety nie przyniosło to skutku. W ataku wynikającym z obrony doskonale czuli się rezerwowi gracze Spurs, Hill oraz Neal trafiając rzuty z praktycznie każdej pozycji.Hornets przegrali ostatnią część meczu 37-18, i całe spotkanie 109-95.

Dla gospodarzy była to pierwsza porażka przed własną publicznością, dla gości rewanż za rozgrywany 30 października mecz w hali Spurs, który wygrały „Szerszenie” 99-90.

New Orleans Hornets (12-4)
34 27 16 18 95
San Antonio Spurs (13-2)
26 18 28 37 109

Hornets: West 23, Paul 15 (7as), Okafor 12, Belinelli 12, Thornton 11, Ariza 10, Green 8
Spurs: Ginobili 23, Duncan 21, Jefferson 19, Hill 14, Parker 6 (9as), Neal 8

 

W Los Angeles, Clippers spotkali się z Utah Jazz. Gospodarze po świetnej pierwszej połowie  przegrali spotkania 109-97.

Kolejne rewelacyjne spotkanie rozegrał Blake Griffin, zmierzający po nagrodę Rookie Of The Year. I tym razem jednak jego indywidualne wyczyny nie pomogły jego drużynie w odniesieniu kolejnego zwycięstwa.

Podobnie jak rywalizacja w New Orleans, pojedynek ten miał dwa oblicza. Cała pierwsza część spotkania, to mecz kosz za kosz, w którym prym wiódł po stronie gospodarzy Griffin (21pkt, 5as i 5zb w pierwszej połowie). Również za jego sprawą pod koniec drugiej kwarty Clippers przeprowadzili run 11-0 i na przerwę schodzili przy prowadzeniu 60-52.

Po zmianie stron za sprawą celnych rzutów trzypunktowych Bella, Williamsa i Kirilenki to „Jazzmeni” odjęli prowadzenie 65-62. W tej części gospodarze rzucili tylko 14 „oczek” przy skuteczności nieco ponad 20% i przegrywali przed czwartą kwartą 79-74.

Niestety na początku ostatniej odsłony meczu na parkiecie nie było Griffina, co było widoczne i co bezlitośnie wykorzystali gracze Utah. Za sprawą Milesa (10 punktów w tej części meczu), Kirilenki a także Elsona, koszykarze Salt Lake City prowadzili 86-76. Wtedy coach Del Negro poprosił o czas i desygnował do gry Blake Griffina, który za wszelką cenę chciał odmienić losy spotkania. Spotkał się jednak niespodziewanie z oporem ze strony Francisco Elsona, który wybrał piłkę w koźle młodemu zawodnikowi Clippers i zamienił na akcję „And 1”.78-92.

W tej chwili było nieco ponad 7 minut przed końcem spotkania i koszykarze Utah nie spieszyli się z wyprowadzaniem swoich akcji, grając cierpliwie i konsekwentnie. Kalifornijczycy natomiast próbowali jeszcze zmniejszać straty rzutami zza łuku Aminu i Gordona, lecz nie potrafili już nic zmienić i przegrali 14-sty mecz w sezonie.

Na pochwałę zasługują głównie debiutanci ze strony Clippers. Do 35 punktowego dorobku Griffina, Aminu dorzucił 12 (4/4 za trzy) i Bledsoe (12pkt, 5as). To jednak zdecydowanie za mało na doświadczony zespół Jazz, który aż 10 razy w 11 ostatnich meczach zatrzymywał przeciwników przed granicą 100 punktów. Widać niestety braki kadrowe Clippers, i chyba jedyną szansą no uratowanie jeszcze sezonu, jest  szybki powrót Davisa (który rzucał na rozgrzewce) i Kamana. Bez Davisa który dołączył do zespołu w sezonie 2008/09, Clippers zdołali wygrać jedynie 5 z 29 gier.

Los Angeles Clippers (3-15)
32 28 14 23 109
Utah Jazz (13-5)
30 22 27 30 97

Clippers: Griffin 35 (14zb), Gordon 21, Bledsoe 12, Aminu 12, Smith 6
Jazz: Williams 26 (9as), Miles 16, Kirilinko 15, Millsap, Bell 12, Jefferson 10

1 Odpowiedź

  1. Woy9 pisze:

    naprawdę fajnie się oglądało Hornets ze Spurs. walka na całego i piorunująca trzecia kwarta Ostróg. Popovich ma wreszcie zespół bez kontuzji!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *