Heat mają nowy problem (cz.2)

Pamiętacie słowa Jeffa Van Gundy’ego (swoją drogą może by wrócił i poprowadził Heat?! – bo zawsze go ceniłem jako coacha) o nowej sile Miami Heat?

„They will break the single-season win record [of 72]. And I think they have a legit shot at the Lakers’ 33-game [winning] streak [in 1971-72], as well. And only the Lakers have even a remote shot at beating them in a playoff series. They will never lose two games in a row this year.

They have put together a much better roster than anybody could ever have expected. There is now no good way to defend them. They are unguardable. They are indefensible. They are just too good and have added so much shooting and are so versatile that they will score at will.

And with Erik Spoelstra coaching, they will be in the top three defensive teams in the league, as well. The other 29 teams better hope the lockout gets moved up a year.”

Niektórzy czytelnicy odwiedzający regularnie naszego bloga widzieli w potencjale Miami Heat, ekipę lepszą od tej, która zdobyła pierścienie w 2006 roku! Przypomnę byli tam świetni gracze i równie solidni zadaniowcy jak Shaq O’Neal, Alonzo Mourning, Antoine Walker, James Posey, Jason Williams, Gary Payton czy Derek i Shandon Andersenowie. Wiecie kto prowadził wózek? Pat Riley!

Zespół miał coś jeszcze, czego nie udało się stworzyć trenerom i graczom do tej pory (choć pracują razem od sierpnia) tzw. Team Spirit (duszę czy chemię jak kto woli!!).

I mówcie i piszcie, co chcecie, przy kontuzji Haslema i Millera, to nie widzę nadziei dla Żaru na powalczenie w play off z Boston Celtics, nie mówiąc o tytule. Na pewno nie po słabym starcie sezonu i bilansie 8-6 (w tym dwóch wyraźnie przegranych konfrontacjach z Zielonymi – choć mamy listopad)..na pewno też nie jak zatrudnią Shavlika Randolpha, Ericka Dampiera czy Jake’a Voskuhla. Niestety włodarze Miami Heat przespali szansę na przechwycenie Jaretta Jacka..

W dodatku, gołym okiem widać, że młody i mało doświadczony uczeń brylantowego Pata – Spoelstra – nie potrafi zmusić Heat do większego wysiłku w obronie. Inna sprawa brak mu ludzi do tego tzw. zadaniowców czy plastrów. Nie udało się namówić ekipie z Florydy do gry nikogo pokroju Matta Barnesa czy Dohntay’a Jonesa.

Nie ma walczaków pod koszem i tzw. dirty players – bo nie mówcie mi o Illgauskasie, Anthonym czy Howardzie i Magloire razem wziętymi. Nikt nie wzbudzi takiego respektu w strefie trzech sekund i nie zasieje takiego respektu wśród przeciwników jak stary, ciągle dobry Diesel. Swoją drogą, przydałby się choćby ktoś taki – do brudnej roboty – jak Reggie Evans w Toronto..

Idąc dalej, bez Haslema, bez Millera, czekając na potencjalne – podkoszowe wzmocnienie – przyszedł czas by spojrzeć na trenera. Przed sezonem spekulowałem i kilku z nas – autorów blogu – sugerowało możliwą zmianę na stołku Heat i wielki come back (nr.2) Pata Riley’a.

Wiecie co? Po dzisiejszym meczu wydaje mi się to nieuniknione. Nikt tak jak Riley nie potrafił wpłynąć na gwiazdy od Magica po Ewinga. Nikt tak jak Riley nie zmuszał Knicks do twardej obrony, nawet kosztem piękna gry. Gdyby ktoś mnie zapytał, a co z trenerem po sezonie? Mam już odpowiedź – gotową od pary tygodni – w mojej głowie –  Coach K!!

Mike Krzyzewski zna dobrze Flasha, LBJ’a czy Bosha i wie jak z nimi rozmawiać!! Pat może się z nim spokojnie porozumieć i tym samym uprzedzić Lakersów (kto wie czy nie przejmie schedy po Wielkim Magu Zen)!!

Projekt Heat i dominacja w lidze, ala piłkarski Real Madryt, niestety z każdym dniem, wymaga mocnego trenera (znów analogia do Jose Mourinho).

A teraz do meczu:

Nie udał się powrót na parkiety, po widocznej w statystykach, kontuzji nadgarstka, Wade’owi. Popularny Flash zagrał bez błysku, notując najgorszy pod względem skuteczności mecz w karierze (czyżby może super moc zabrał mu gdzieś w szatni Bosh;) i jeden celny na trzynaście oddanych rzutów z gry! Sporo krwi mu napsuł – zaliczający tego wieczoru życiówkę – Brandon Rush.

Rush grał świetnie w obronie i do tego zmobilizował się w ataku – notując 20pkt/7zb/4as. Do jego poziomu dopasował się idealnie – najlepszy gracz Pacers od dwóch sezonów – Danny Granger – autor 20. punktów i 11. zbiórek. W ostatnich minutach drugiej odsłony, goście zanotowali run, po którym wyszli na 13-puntowe prowadzenie.

Ani LeBron James (25 pkt/6as.), a tym bardziej Chris Bosh (21pkt i 11 zb) nie byli w stanie w drugiej części meczu, odwrócić losów potyczki i uchronić Heat przed 6. już porażką w sezonie (a gramy dopiero miesiąc!!). Konia z rzędem dla tego, który obstawił 6. porażek Heat w pierwszych 14.spotkaniach.

Uwaga! Ławka Żaru dodała 4 oczka.

Miami Heat – Indiana Pacers 77:93 (22:19, 19:35, 23:20, 13:19)

Woy

Największy i najstarszy Dinozaur na Enbiej.pl, współtwórca strony. Fan koszykówki z lat końcówki lat '80-tych oraz początku lat '90-tych ; show-time Lakersów czy mocnej defensywy Pistons oraz Knicks. Kibic Chicago Bulls oraz Magica Johnsona czy Scottiego Pippena.

4 komentarze

  1. latus pisze:

    Może to nieładnie ;) ale uwielbiam to oberwowanie jak potęga hit sie sypie już na samym początku. I porównując ich z LA (w zasadzie bezsensowne, ale zawsze miłe mojemu sercu), na każdej z pozycji wypadają słabiej, no może poza SF. I martwi mnie, że pewnie kolejny raz obejrzymy pojedynek o pierścienie Celtics vs. Lakers. I dla mnie to Thunder są nadzieją na wmieszanie w ten nudny serial, a nie jakieś tam przereklamowane Heat!

  2. Bob pisze:

    Uwazam ze jestescie troche zbyt surowi, sami gwiazdorzy Heat mowia ze dobrej gry po nich mozna sie spodziewac dopiero na przelomie Stycznia i Lutego. Dajmy im troche czasu na zgranie sie i ustalenie zagrywek – szczegolnie w ofensywie, bo musza przede wszystkim nauczyc sie swoich nawykow, a Wade cierpi teraz najbardziej bo nie gral wcale w preseason.

    • Woy9 pisze:

      Hej Bob, ja staję się być realistą – wiadomo nie od razu Rzym zbudowano, ale..
      Trenerskiego odcisku na tej drużynie nie widać. Chyba lepiej to funkcjonowało nawet w Cavs za Mike’a Browna (okazuje się ,że nie był taki słaby). Obrona pozostawia w kilku spotkaniach wiele do życzenia. Nie ma na razie kolektywu i uwaga Haslem wypada do połowy lutego! tak uniwersalnego gracza nie da się zastąpić od tak. Wiadomo ,że LBJ może grać nawet czwórkę, ale dziś twierdzę, że Miami potrzebuje walczaków i defensywy , a także trenera z większym autorytetem. Powrót Millera też nie wpłynie na D-fense. To gracz ataku. House czy James Jones to też gracze tylko jednej strony boiska..od wakacji utrzymuję zdanie, że temu zespołowi sporo brakuje , mimo kopalni talentu. Tylko Celtowie z KG i R.A. doszli do tytułu z biegu, od tak..Byki, Lakersi, Pistonsi czy nawet Spurs pracowali na to latami i śmiem twierdzić, że Heat nie wygrają tytułu w tym sezonie. Może za rok, ale trzeba coacha z ikrą i zadaniowców do obrony ( w tym centra).

  3. Mariusz pisze:

    Hmm… zasępił się kibic Miami. Staram się być obiektywny i jednak wydaję mi się, że nawet w tym sezonie z tej mąki może być jeszcze dobry chleb. Oczywiście pod warunkiem, że będą pewne wzmocnienia (już trzeci raz tutaj piszę – głównie center) i po wyleczeniu urazów nie pojawią się kolejne (puk puk w niemalowane…). „Haslem wypada do połowy lutego”, ale jednak wróci przed play-off. Do tego zespół będzie się ciągle docierał. Aaa i jeszcze jedno… Boston w zeszłym sezonie również grał kiepsko w sezonie zasadniczym… ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *