Dzień po dniu…Historia NBA od A do Ą

11.XI.

Urodziny obchodzą m.in.

Hilton Armstrong (26 lat)
Rudy LaRusso (73)

Oglądając w nocy kawałek meczu Rockets-Wizards aż zadrżałem widząc uraz Yao Minga.Przerażające jak kontuzje mogą pokrzyżować nam karierę.Czasem nie dbając o własne ciało sami narażamy się na urazy,czasem po prostu nasz organizm nie wytrzymuję przeciążeń w NBA.Kiedy na zawodowe parkiety trafia gwiazda tuż ze szkoły średniej lub uczelni,często wszyscy wróżą jej niesamowitą karierę.Ile zdobędzie tytułów,ile MVP,kogo jest w stanie prześcignąć w średniej punktów w karierze itp.Zawsze w takich sytuacjach mówię powoli,przecież jeszcze nie zagrał meczu,albo dopiero zagrał 2 sezony.Poczekajmy z robieniem z niego gwiazdy,króla.Niestety znamy przypadki kiedy karierę zmarnowała kontuzja,powtarzający się uraz,nie pozwalał nam pokazać co jesteśmy warci.Takich grajków było wielu znamy ich czy to z zawodowych parkietów czy to z własnych podwórek…Dziś o jednym z nich.
Urodzony w 1979 roku w Ohio koszykarz,wybrany w drugiej rundzie draftu roku 2000,wstępował na igrzyskach w Pekinie,gracz Milwaukee Bucks.Wiecie już?Michael Redd jest jednym z tych pechowców.Pisząc ostatnio o graczach z „najczystszym” rzutem wymieniałem Jordana,Millera,Allena nie wspomniałem (tym razem) o Petrovicu (sorry Woy),o nim również.A przecież wiemy jakiej jest miary strzelcem,jak potrafi ukłuć.Jak ma ułożony rzut.W ubiegłym roku dokładnie 10 stycznia w meczu z Lakers,odnowiła mu się po raz kolejny kontuzja zerwania więzadła w kolanie,która pozwoliła mu zagrać raptem 33 mecze w sezonie 08/09 i 18 gier w 09/10.Wielu uważa,w tym również ja,że był to jego ostatni mecz w karierze (obym się mylił),że nie podniesie się już po takim urazie.Dziewiąty strzelec sezonu 2006/07 (25,4Ppg) i szósty rok później (26,7),może być jak Grant Hill i zobaczymy go jeszcze na parkietach NBA.Dlaczego jednak wspominam tego koszykarza?11.11.2006r jego Bucks grali u siebie z Utah Jazz (z Paulem Millsapem),za 3,4 lata będę tu pisał o jego wczorajszym występie.Do rzeczy.Był to najlepszy mecz w karierze Michaela Redda (57pkt,18/32 z gry,6/12 za trzy),kiedy po trzech kwartach „Kozły” przegrywały już 17-stoma punktami do gry zagrzał ich właśnie Redd.Trafił kilka ważnych rzutów na spółkę z Pattersonem i doprowadził do wyrównanej końcówki.Wtedy po raz kolejny dał o sobie znać pech Michaela,Bucks przegrali tamto spotkanie na samym finiszu a Jazz popsuli „career high” game wyborowego strzelca z Milwaukee.Co byłoby gdyby dziś występował Redd? Wiem że w składzie się znajduję ale….Na spółkę z Bogutem,Jenningsem i Salmonsem byliby naprawdę o niebo lepsi niż dzisiaj.Z niecierpliwością czekam na jego powrót,może zagra i będzie kluczowym graczem chociażby z ławki,pokaże charakter i iskrę.Całą karierę związany jest właśnie z Milwaukee,a kibice w Bradley Center nadal go kochają i pamiętają o nim.My również,wszystkiego dobrego Michael!!!

1 Odpowiedź

  1. Woy9 pisze:

    Redd to był gość gdyby nie kontuzje..

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *