Celtics lepsi od Heat na inaugurację sezonu!

W pierwszym meczu 65. sezonu ligi NBA koszykarze Boston Celtics pokonali we własnej hali Miami Heat 88:80. W barwach ekpiy z South Beach po raz pierwszy pełny mecz zagrali ze sobą LeBron James, Dwyane Wade i Chris Bosh.

Pierwszą kwartę inauguracyjnego hitu świetnie rozpoczęli gospodarze, a szczególnie Shaquille O’Neal, który zaliczył dwa efektowne wsady po podaniach z nad obręczy. Big Shamrock szalał, a reszta Celtics świetnie się dogrywała. Obronę Heat raz po raz rozmontowywał Rajon Rondo, który po pierwszej połowie miał na swoim koncie aż 8 asyst! Bostończycy świetnie radzili sobie także ze skutecznością, trafiając 19 z 42 oddanych rzutów z gry.

Zupełnie inaczej wyglądała współpraca na parkiecie w ekipie gości z Florydy. Wielka Trójka niemal na siłę próbowała dzielić się piłką, a optycznie i statystycznie rolę lidera przejął LeBron James, który po drugiej kwarcie miał na swoim koncie 10 punktów. Statystyki pozostałych koszykarzy Żarów wyglądały o wiele gorzej. Wracający po kontuzji Dwyane Wade w pierwszej kwarcie spudłował aż 9 strzałów.

Nie lepiej wiodło się Chrisowi Boshowi, który na osiem prób rzutu z akcji wykorzystał tylko jedną. Wszystko to wynikało z nieporadności zawodników gości, którzy cały czas próbowali odnaleźć się poprzez zawężanie pola gry. Natomiast po stronie Celtics piłka wędrowała w ich akcjach ofensywnych z niesłychaną jak na ten etap sezonu płynnością.

W trzeciej kwarcie sprawy w swoje ręce na dobre postanowił wziąć LBJ, który podwyższył swoją zdobycz punktową o 15 punktów, z czego 6 padło po efektownych trójkach. LeBron samotnie dbał o wynik spotkania i bez pomocy Wade’a oraz Bosha, a z kolegą z czasów gry w Cleveland Cavaliers, a więc Zydrynasem Ilgauskasem zniwelował przewagę Bostonu do zaledwie sześciu punktów.

Po rozpoczęciu ostatniej odsłony meczu rozgrywanego w TD Garden, trener gości Eric Spoelstra postanowił przywrócić do gry Wade’a i Bosha, a przewaga Celtics spadła już do 3 punktów, jednak stało się to głównie z ich chwilowego niezrozumienia w akcjach ofensywnych. Z czasem gospodarze z powodzeniem odnajdywali piłce drogę do rąk Glena Davisa, a ten wykańczał akcje zespołu pod tablicą.

Sytuacja zaczęła zmieniać się po zaledwie kilku minutach, gdyż za sprawą duetu James – Wade Miami zaliczyło run 10:0, a przewaga Bostonu znów zmalała do trzech oczek. Na nieco ponad minutę przed końcem wynik spotkania brzmiał 83:80 dla gospodarzy, jednak dzięki cierpliwości i rozwadze w kontrolowaniu piłki przewaga Celtics podwoiła się za sprawą celnej trójki Raya Allena.

Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem 88:80 na korzyść Boston Celtics, a ostatnie punkty dla zwycięzców zdobył Paul Pierce (w sumie 19 oczek). 20 dołożył wspomniany wyżej Allen (5-8 trójek), a 13 Glen Davis. Warto odnotować ogromny wkład w wygraną Celtów Rajona Rondo, który zanotował tego wieczoru aż 17 asyst! Po stronie Miami Heat najskuteczniejszy okazał się LeBron James – 31 pkt. a 13 oczek zdobył Dwyane Wade.

Boston Celtics 16 29 18 25 88
Miami Heat 9 21 27 23 80

P.S. Koszulkę-nagrodę z autografami, wygrał ten, który typował jako drugi! Dawid – gratulujemy!!
Na maila enbiej.blog@gmail.com – prosimy przesłać dane adresowe.
Pozdrawiamy i zapraszamy już wkrótce na następny konkurs!!

3 komentarze

  1. Mac pisze:

    Mam wrażenie, że Heat w ogóle nie tworzą drużyny. Za bardzo tam wszyscy ufają „wielkiej trójce”. Jeśli chcą coś osiągnąć to jeszcze daleka droga przed nimi.

    Pozdrawiam

  2. franz_ferdinand pisze:

    Miami ma cały sezon regularny żeby się zgrać a Boston zagrał dobry mecz jak na początek rozgrywek Rondo rulez ,kurde jeden punkt mniej różnicy i byłaby nagroda, mówi się trudno kiedy następny konkurs, załogo enbiej.pl? :)

  3. flappjack pisze:

    Witam.
    Postanowiłem obejrzeć ten mecz na żywo, żeby zobaczyć co w trawie piszczy. To był chyba mój pierwszy mecz obejrzany na żywca od czasu meczu numer 7 ostatnich finałów Chicago-Utah :-)
    Dwie pierwsze kwarty w wykonaniu Miami to była porażka. Rozumiem brak zgrania, rozumiem że nie było Chalmersa i Milera, a Wade wrócił po kontuzji, ale to co wyczyniano na parkiecie to nie mieści się w głowie. Strata za stratą – notabene Boston miał ich po pierwszej połowie meczu więcej niż Miami. „Genialne” podania Bronka i Wada w szerz boiska to było mistrzostwo świata, ja jestem cienki amator ale wiem że takich rzeczy się po prostu nie robi! Sytuacja może nie była by tak tragiczna gdyby nie to że i rzuty nie za bardzo znajdywały drogę do obręczy. Brylował Bosh (chyba z 4 pseudo airballami), wspierał go w tym Wade, a i James średnio sobie radził. Więc jeśli się ma grubo ponad 10 strat i do tego skuteczność w granicach 26% to nawet ze słabeuszami nie da się wygrać. W drugiej połowie zreflektował się Bronek i myślałem, że Boston padnie, przewaga zmalała do 3 punktów potem wzrosła i znowu dobiła do 3 punktów. I zastanawiam się dlaczego w tej sytuacji za trzy rzucał Wade? Miał fatalny dzień, a i tak rzucił i niestety spudłował. Dobra końcówka i stalowe nerwy Allena i Pierca pozwoliły Bostonowi wygrać, choć nie uważam żeby zagrali jakiś genialny mecz. Po stronie Miami do pozytywów należy chyba uznać grę Housa, Haslema, Ilgauskasa i Jonesa. Szczególnie House pokazał, że świetnie odnajduje się jako skuteczny rezerwowy. Cóż po tej porażce tragedii był nie robił, jeśli Wade wróci do normalnej formy, a Bosh przypomni sobie, że do tego sezonu skuteczność z kariery ma na poziomie 52%, wróci Chalmers i Miler to na 100% będzie dobre granie.

    A najlepsza płenta do postawy Miami w tym spotkaniu padła w połowie spotkania z ust Barkleya:

    „Michael Jordan i Chicago Bulls mogą otwierać szampany i spać spokojnie – ich 72 zwycięstwa w sezonie nie są zagrożone”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *