Kleiza i Hayward błysnęli

Phoenix Suns @ Toronto Raptors 100:121 (33:22, 22:31, 24:29, 21:29)

Toronto Raptors odnieśli wyraźne zwycięstwo. Ekipa z Phoenix występowała w roli tych słabszych. W ogóle ten preseason nie jest za bardzo udany dla Suns, gdyż na chwile obecną mają bilans 1-5.

To spotkanie to pierwsza wizyta w Toronto tureckiego zawodnika Hedo Turkoglu. Ten skrzydłowy nie był zadowolony z gry w Raptors, więc latem przeniósł się do Suns. Kibice zgromadzeni w Air Canada Center oczywiście przywitali go solidną porcją gwizdów i nieraz musiał się nasłuchać co o nim myślą w Toronto. Dla Turkoglu ten mecz nie był raczej udany, gdyż zdobył zaledwie 5 punktów i miał 5 zbiórek. Najlepszym zawodnikiem Phoenix okazał się niezawodny, długowieczny i uniwersalny Steve Nash (16 pkt, 7 zb i 6 as). Trochę rwać próbował też Jason Richardson, a to wkręcił się pod kosz, a to wymusił faul, a to odpalił trójkę. To nie było jeszcze to co być powinno, żeby oblicze tego meczu uległo zmianie. Richardson zakończył ten mecz z dorobkiem 12 punktów.

Bohaterem Toronto okazał się Linas Kleiza (23 pkt i 8 zb). Cieszyłem się na wieść o powrocie tego zawodnika do NBA. Gdy grał w Denver Nuggets zawsze trzymałem za niego kciuki. Przeciwko Utah potrafił nawet kiedyś rzucić 41 pkt. Żałowałem, że pewnego dnia wybrał powrót do Europy. Teraz jednak wrócił i może właśnie nastał czas na jego prawdziwe pięć minut w najlepszej lidze świata? Świetną robotę w tym meczu bliżej kosza wykonał Reggie Evans (7 pkt i 12 zb). Walczył o każdą piłkę. Andrea Bargnani (15 pkt) woli grać kilka metrów od kosza i próbować raczej zagrań na półdystansie, więc z Evansem świetnie się uzupełniali. Duży wpływ na to zwycięstwo Raptors miało na pewno silne wsparcie z ławki. Sonny Weems (16 pkt), Jarrett Jack (16 pkt) oraz Amir Johnson (17 pkt i 11 zb) zagrali naprawdę dobrą koszykówkę.

Wspomniałem delikatnie o grze Toronto na deskach. W tym elemencie Kanadyjczycy wręcz zmiażdżyli swoich rywali. Wygrali zbiórki 57:38. Mieli prawie tyle samo zbiórek w ataku (24), co Phoenix w obronie (26).



Utah Jazz – Los Angeles Lakers 99:94 (22:20, 27:24, 24:30, 26:20)

Utah Jazz pędzi przez preseason jak rakieta. Sześć meczy i sześć zwycięstw. Nie powstrzymuje ich nawet kontuzja Derrona Williams. Tym razem ich ofiarami zostali mistrzowie z Los Angeles.

Każdy mecz ma swojego bohatera. Czasami zostaje nim ktoś znany, a czasami mniej znany i raczej nieoczekiwany. To spotkanie też miało swojego bohatera, a został nim Gordon Hayward. Młody, niepozorny chłopak na którego twarzy na pewno nie jest wypisane to, że może przeciwko Lakers zanotować 26 punktów (8/10 z gry oraz 10/11 z wolnych) oraz 5 zbiórek. Hayward to 9 numer ostatniego draftu, więc to już mówi, że nie powinno się go lekceważyć. W poprzednim sezonie poprowadził małą uczelnię Butler do wielkiego finału NCAA. Czy ma szansę również osiągnąć coś w NBA? Czas pokaże, ale tym występem zasłużył na naprawdę ogromne brawa. Oprócz niego dużo dobrego dla Jazz zrobił też inny nowy zawodnik. Sprowadzony latem za półdarmo Al Jefferson zdobył 14 punktów. Oprócz tej dwójki dobre spotkania rozegrali też C.J. Miles (15 pkt) oraz Andrei Kirilenko (13 pkt). Na Lakers tego dnia to wystarczyło.

W Los Angeles Lakers najjaśniejszym punktem był Pau Gasol, który dostarczył 28 pkt i 9 zb. Lamar Odom tym razem był mniej skuteczny w ataku (8 pkt), ale za to wspaniale radził sobie na deskach i zebrał 15 piłek. Patrząc na Lakers nie da rady chyba nie patrzeć na Kobe’go Bryanta. Mam wrażenie, że lider „Jeziorowców” tym występem znowu zrobił znaczny krok w stronę powrotu do formy. W 20 minut na parkiecie zdobył 19 punktów (7/12 z gry). Widać, że jest cały czas oszczędzany, ale powoli wszystko zmierza w odpowiednim kierunku. Słychać jednak wieści, że Kobe może nie być w pełni gotowy na początek sezonu. W spotkaniu z Utah zabrakło Lakersom silnej energii płynącej z ławki rezerwowych, czyli elementu, który ostatnio bardzo chwaliłem. Shannon Brown niby zdobył 11 punktów, ale łączna skuteczność wszystkich zmienników wypadła blado. Rezerwowi LAL rzucali na poziomie 5/26. Najgorzej wypadł Steve Blake, który nie trafił żadnego z siedmiu rzutów z gry.

1 Odpowiedź

  1. Jakuś napisał(a):

    nie lubie tego Hajłarda. pamietam jak ogladalem meczyki NCAA i tak sie tym typsonem zachwycali, a on ma tak, ze zagra jeden mecz na 5 dobrze, a ogolem jest przecietny. nie wroze mu duzej kariery w NBA. jak ustabilizuje forme, to solidnym zmiennikiem moze byc.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *