Cel w L.A. – obronić mistrzostwo!

 

Tegoroczne lato upłynęło głównie w cieniu zbrojeń Miami Heat. Ekipa z Florydy pozyskała graczy z najwyższej półki i niemal z miejsca stała się faworytem rozgrywek. Los Angeles Lakers nie chcą jednak tak łatwo ustąpić z tronu. W L.A. Wakacje też były bardzo gorące i dość owocne.

Sztuką nie jest tylko dobrze kupować na rynku transferowym, ale też utrzymać to co przynosi korzyści. W myśl tej zasady starano się działać w LAL. Zaczęło się wszystko od głównego mózgu, czyli trenera Phila Jacksona. Według posezonowych wieści „Wielki Mistrz Zen” ze względu na zdrowie miał już odejść na emeryturę. Udało się jednak przekonać Jacksona, żeby popracował jeszcze jeden rok i powalczył o kolejny pierścień. Dla Lakers to bardzo dobry ruch, bo kto inny tak dobrze zna ten zespół?

Walka toczyła się również o kilku zawodników. Głośno było o możliwym przejściu Dereka Fishera do Miami. Rozgrywający, który jest obecnie niemal jednym z symboli Lakers, postanowił jednak zostać w Los Angeles i podpisał trzyletni kontrakt. Podobnie sprawa wyglądała z Shannonem Brownem. Kilka ekip ostrzyło sobie na niego zęby, ale on pozostał w Lakers.

W Lakers pojawiło się także kilka nowych twarzy. Głównym celem było znalezienie rozgrywającego, gdyż Jordan Farmar, raczej bez większego żalu, odszedł do New Jersey Nets. Tutaj wybór padł na Steve’a Blake’a. Ruch wydaje się jak najbardziej dobry. Ten zawodnik może wnieść sporo dobrego do zespołu i dość szybko wskoczyć do pierwszej piątki. Kolejnymi nowymi zawodnikami zostali Matt Barnes oraz Theo Ratliff. Są to postacie, których raczej nie trzeba specjalnie przedstawiać. Barnes naprawdę nieźle sobie radził w Orlando Magic. W „Jeziorowcach” będzie raczej spełniał role zadaniowca uprzykrzającego życie rywalom. Ratliff z kolei powinien wnieść sporo doświadczenia pod koszem. Wspomniani zawodnicy wzmocnili Lakers natomiast odeszli DJ Mbenga, Josh Powell i Adam Morrison. Nie obrażając nikogo z tego towarzystwa, nie byli to czołowi gracze. Ludzie, którzy przyszli w ich miejsce raczej o wiele bardziej podnoszą wartość ławki „Jeziorowców”.

Warto wspomnieć o drafcie. Lakers wybierali z bardzo dalekimi numerami – 43 oraz 58. Z tym wyższym poszedł Devin Ebanks, a z tym niższym Derrick Caracter. Wiadomo, że nie są to raczej jakieś koszykarskie perełki, bo z tak odległymi numerami ciężko o takowe, ale na pewno mają szanse zaistnieć. Jeśli załapią się do rotacji, a przy problemach z kontuzjami jest to bardzo możliwe, to zapewne będą systematycznie rozwijać swoje umiejętności.

Z Lakers trenują obecnie jeszcze Trey Johnson i Drew Naymick (ten sam, który kiedyś występował w polskiej lidze). Nie wiadomo jednak czy któryś z nich załapie się do ostatecznego składu „Jeziorowców”.

Tak właśnie wyglądały główne zmiany kadrowe w Lakers. Trzeba przyznać, że Mitch Kupchak (generalny manager LAL) wykonał kawał świetnej roboty. Zatrzymał cały trzon i znacznie wzmocnił ławkę.

O co w nowym sezonie będą walczyć Lakers? Głupie pytanie. Oczywiście, że o kolejne mistrzostwo! Obrońcy tytułu nawet przez chwile nie mogą myśleć o czymś innym. Rywale po głośnych transferach wydają się bardzo mocni, ale „Jeziorowcy” też przecież nie próżnowali.

Lakers bardzo często przypominają takiego uśpionego tygrysa. Przez sezon zasadniczy człapią momentami wręcz leniwym krokiem, by w pełni rozbudzić się dopiero przy daniu głównym, czyli decydującej fazie Playoffs. W ostatnich dwóch latach przynosiło to skutek, bo kończyli przecież na tronie. W zbliżającym się sezonie, gdy nie będą musieli to nie będą szarżować, a gdy zajdzie potrzeba to wrzucą wyższy bieg. Sytuacja w Konferencji Zachodniej wręcz ich nakłania do takiego działania. Po lewej stronie mapy USA są Lakers i jest… duża przerwa, a dopiero później cała reszta. LAL powinni wyraźnie górować nad resztą stawki. Na Wschodzie jest zupełnie inaczej, bo tam stawka jest bardziej wyrównana.

Pierwsza piątka nie powinna ulec zmianie i raczej będzie wyglądać tak: Fisher – Bryant – Artest – Gasol – Bynum. Nie zdziwię się jednak jeśli Blake wygryzie doświadczonego „Big Fisha”. Musi tylko lepiej zrozumieć i wkomponować się w filozofię Jacksona. Numerem jeden tej ekipy bez wątpienia pozostanie Kobe Bryant. „Black Mamba” jest gwiazdą i liderem bez dwóch zdań. Głównego pomocnikiem będzie miał w postaci Paua Gasola. Hiszpan już nieraz udowodnił, że można niego liczyć.

 

Lakers rok temu byli bardzo mocni, a teraz po wzmocnieniu ławki wydają się jeszcze mocniejsi. Co w takim razie może ich zatrzymać w drodze po kolejne mistrzostwo? Główną ich bolączką będą zapewne kontuzje. Andrew Bynum już od dawna zmaga się z większymi bądź mniejszymi problemami zdrowotnymi. Powoli zaczynam w ogóle wątpić czy ten zawodnik pokaże jeszcze pełnie swoich umiejętności. Teraz też jest kontuzjowany i nie wiadomo dokładnie kiedy wróci do gry. Słychać coś o przełomie listopada i grudnia, ale w jego przypadku nic nie jest pewne. Siła podkoszowa LAL bez Bynuma sporo traci. Od dawna z urazami zmaga się również Luke Walton. Ten skrzydłowy nie jest wprawdzie jakimś szczególnie ważnym ogniwem w układance LAL, ale w drodze na szczyt mógłby być bardzo przydatny. Problemy zdrowotne dopadły nawet Kobe’go Bryanta. Największa gwiazda L.A. Po sezonie przeszła operacje kolana i teraz dopiero powoli wraca do koszykarskiego życia. To wszystko może jednak rzutować na dalszą jego formę. Może, ale nie musi…

Niektórzy jako problem Lakers wskazują również sprowadzenie Barnesa. Gdy grał jeszcze w Orlando pokazał się jako gracz twardy i nieustępliwy. Nawet Kobe’mu zaszedł za skórę. W Lakers jest już jednak pewien pan z podobną charakterystyką, a mianowicie Ron Artest. Do obydwu graczy pasuje przydomek brudny. Czy jednak dwaj źli chłopcy mogą funkcjonować w jednym zespole? Według mnie jak najbardziej tak. To są zawodowcy i każdy z nich wie o co toczy się gra i dlatego nie przewiduję między nimi jakiś konfliktów. Poza tym trener Jackson przez całą swoją karierę poskromił niejeden trudny charakter.

Sezon 2010/2011 zapowiada się niezwykle emocjonująco dla Los Angeles Lakers.

 

Roster Lakers 2010/2011:

#15 Ron Artest

#9 Matt Barnes

#5 Steve Blake

#12 Shannon Brown

#24 Kobe Bryant

#17 Andrew Bynum

#45 Derrick Caracter

#3 Devin Ebanks

#2 Derek Fisher

#16 Pau Gasol

#1 Trey Johnson (?)

#41 Drew Naymick (?)

#7 Lamar Odom

#50 Theo Ratliff

#18 Sasha Vujacic

#4 Luke Walton

3 komentarze

  1. Woy9 pisze:

    Wydaje mi się ,że tak jak w przypadku Bulls 97-98 jest to ostatni taniec Lakers z Jacksonem i po mistrzostwo . Choć wiem ,że może być bardzo ciężko i na drodze stanie znów Boston lub nowe Miami. Jeśli Kobe nie znajdzie odpowiedniej motywacji i nie przebudzi się ze snu zimowego, początek sezonu też może być zaskoczeniem dla fanów L.A. W preseason nie zachwycają jak na razie. Niestety poza Thunder nie widać groźnych rywali na Zachodzie. Nawet Mavs mimo wzmocnień nie jest tak mocne jak wyglądają na papierze. W Denver wiadomo saga Melo trwa. W Portland wiele zależy od zdrowia. Utah w przebudowie, a forma Spurs i kosmetyczne zmiany w składzie na pewno nie pobiją drużyny z Kalifornii.

  2. flappjack pisze:

    Ktoś wcześniej dobrze zauważył że LA rekordów bić nie muszą, wystarczy dostać się w miarę z dobrego miejsca do PO, co trudne być nie powinno, nie trzeba nawet jakoś zachwycać, tym bardziej jakoś tracić wiele sił których, może być mniej z wiekiem, bo najważniejsze będą PO, a tam Lakersi wiedzą jak zwyciężać.
    Ciekawe czy Kobas da rade jeszcze raz, sporo sezonów za nim, sporo wysiłku…..

  3. KobeFan pisze:

    Kocham Lakers. Ale tak realnie to tylko Lakers liczą się na zachodzie, a w drodze po mistrzostwo mogą zagrozic im tylko Heat, ale chyba nie w tym sezonie. a Boston ( sam nie wiem ) Rondo jest w formie jest jeszcze Shag, ale KG i Pirce są bez formy, a Allen nie jest taki sam jak w 2008 roku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *