Głód piłki razy dwa

Zapomnijmy na chwilę o wielkiej chmurze kurzu, która rozciąga się nad ambicjami takich firm jak Lakers, Heat czy Celtics. Coś o wiele, wiele większego i determinującego siedzi w tej chwili gdzieś w umyśle człowieka, który został okrzyknięty jednym z największych pechowców w historii draftu NBA.

Mowa oczywiście o Blake’u Griffinie, który dopiero rok po tym jak Los Angeles Clippers wybrali go z pierwszym numerem draftu, zadebiutuje na parkietach NBA. Nadzieja mniej urodziwej współlokatorki Staples Center już wkroczyła do akcji, swoją grą zapowiadając lepsze czasy dla fanów Clippers. „Jestem podekscytowany dwa razy bardziej niż przed rokiem. Siedzenie i patrzenie sprawiło, że jestem ekstremalnie głodny gry. Tak długa rozłąka ze sportem pogłębia świadomość, jak bardzo go kochasz.” – stwierdził Griffin przed swoim debiutem w barwach Clippers, w którym jego zespół ostatecznie przegrał z Portland Trail Blazers, jednak to czego oczekiwano od numeru jeden draftu przyszło w drugim, przedsezonowym spotkaniu. Kalifornijczycy odnieśli obfite zwycięstwo nad Sacramento Kings 120:88, a Blake zanotował tego wieczoru 18 punktów i 13 zbiórek, wywołując kapitalne wrażenie na kolegach z zespołu.

„Jeszcze dobrze nie zaczął, a już wygląda świetnie. Blake robi ogromną różnicę. Jego energia, ta intensywność ruchów… ten człowiek będzie w stanie w pojedynkę odmienić losy wielu spotkań.” – to słowa Barona Davisa po meczu z Kings. Tego typu zdań padało rzecz jasna więcej, także po spotkaniu z Golden State Warriors, gdzie BG32 zdobył 23 punkty i 9 zbiórek. Po tym jak Clippers przegrali letni wyścig transferowy po LeBrona Jamesa, Chrisa Bosha czy Amar’e Stoudemire’a, świetna postawa powracającego Griffina wlała w serca kibiców klubu wiele nadziei i nie jest to nadzieja próżna. Wystarczy przeanalizować skład i możliwości Kalifornijczyków. Dobra wiadomość jest bowiem taka, że Blake nie jest skazany na bycie samotną gwiazdą drużyny, gdyż za plecami będzie miał wspomnianego wcześnie, doświadczonego Davisa, czy chociażby Erica Gordona – mistrza świata z Turcji – oraz Chrisa Kamana, celującego w swój pierwszy All-Star Season. Z takim składem oczekiwania kibiców, jak i samego Griffina wobec udziału w fazie playoff są oczywiste. „Myślę, że mamy spore szanse. Mamy Barona, Erica i Chrisa oraz grupę na prawdę utalentowanych graczy. Ostatni tydzień treningów uświadomił mi, że w nadchodzącym sezonie możemy być bardzo silni. To może oczywiście trochę potrwać, ale z czasem wyniki na pewno przyjdą.” Jeżeli te słowa Griffina się potwierdzą, to fani Clippers być może będą mogli zobaczyć swój zespół w fazie playoff. Przed nami bardzo ważny rok dla całego świata koszykówki, może dojść do wielu przełomów i niesamowitych wydarzeń, które z resztą już niebawem staną się faktem. W 65. sezonie ligi NBA zadebiutują przecież dwie „jedynki” draftów.

1 Odpowiedź

  1. Mac pisze:

    Co do Griffina to są spore oczekiwania w LAC. Wszyscy liczyli, że to będzie postać, która zapoczątkuje tam zmiany na lepsze. Niestety zaczęło się najgorzej jak mogło, bo od poważnej kontuzji. Teraz Griffin wraca jednak w pełni sił i jeśli nic złego się nie wydarzy to może nieźle namieszać w całej NBA i powalczyć o tytuł najlepszego pierwszoroczniaka.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *