Ciekawostki finałów

O meczu, który odbył się w poprzedni czwartek powiedziano już bardzo wiele. To prawda, że Kobe i Pau zagrali świetnie. Cała drużyna Lakers walczyła jak o życie i szczególnie widać to było na atakowanej tablicy. Dodatkowo słabe występy Garnetta i przede wszystkim Allena (szybkie faule na Bryantcie) sprawiły, że Celtics nie byli w stanie walczyć jak równy z równym.

Jednak oprócz szeroko komentowanych zagrań pojawiło się też kilka perełek i ciekawostek :

  • Faul odgwizdany po flopie Gasola (starał się wymusić przewinienie Garnetta) – wielkie brawa dla sędziego Crawforda (którego poza tym nie lubię) nie dość, że nie dał się nabrać na teatralny upadek, to jeszcze przywalił Gasolowi przewinienie – to powinno stać się zasadą w koszykówce, dość już udających balerin w stylu Varejao.
  • Rzut sędziowski z udziałem Nate’a Robinsona (175 cm) i Pau Gasola (213 cm) – już sam widok ich ustawiających się na linii był komiczny (Nate był niższy nawet od sędziego rzucającego piłkę), co śmieszniejesze Robinson o mało nie przeskoczył Hiszpana, który sam był rozbawiony sytuacją.
  • Sposób motywacyjny Doca Riversa, który podczas jedynego spotkania sezonu zasadniczego w Los Angeles zrobił zbiórkę – od każdego gracza, trenera i działacza obecnego na wyjeździe wziął po 100 dolarów i schował je pod jednym z kasetonów w szatni jednocześnie powiedział, że jedyny sposób żeby je odzyskać to wrócić to podczas wielkiego finału (większość spodziewało się, że będą tam Lakers, w marcu kiedy zespoły się spotkały niewielu widziało tam Celtics). W czwartek Celtics powrócili do LA i odzyskali swoje pieniądze.
  • Sapiący Kendrick Perkins – środkowy Celtics ma 6 przewinien technicznych w tych playoff (miał 7, ale ostatnie zostało anulowane w serii z Magic) i nie może sobie pozwolić na kolejne, które zawiesi go na jeden mecz. Wobec tego wielokrotnie prowokowany gracz musi trzymać język za zębami i nie odpowiadać na zaczepki. Przy tym wygląda komicznie patrząc spode łba i sapiąc jak wściekły byk.
  • Zimny jak skała Kobe Bryant. Gdy schodził na ławkę siedział koło znanego komika Chrisa Rocka. Ten próbował go rozśmieszyć swoimi żartami i w normalnym meczu Kobe pewnie zrywałby boki. Finały to jednak finały – Bryant nawet nie zmienił wyrazu twarzy, w jego głowie jest tylko jedno – zwycięstwo.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

1 Odpowiedź

  1. witnes pisze:

    I lakersi wygrali :) ładna robota panie Bryant

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *