Arenas nie daje o sobie zapomieć

Pamiętacie Gilberta Arenasa z przeszłości (około 3 lata temu), zanim przez kontuzje stał się bardziej felietonistą i jednoosobowym show? To wtedy zdobywał średnio po ponad 27 ppg i uważany był za gracza równemu pokrojem choćby Dwyane’owi Wade’owi. W ciągu tych trzech lat, Agent 0 odniósł trzy poważne kontuzje kolana, które spowodowały m.in, że w ostatnim sezonie zagrał w zaledwie 2-ch ostanich spotkaniach.

Teraz Arenas mówi, że w końcu jest spokojny o swoje zdrowie, a to wszystko dzięki prawdziwemu specjaliście – Timowi Growerow. O tym lekarzu, który leczy/leczył również np. Tracy’ego McGrady’ego, OJ Mayo, czy wspomnianego wyżej Wade’a, mówi że uratował mu karierę.

Jednocześnie jednak Gil musi wbić szpilkę w organizację Wizzards. To oni są jego zdaniem winni temu, że zamiast wysłać go na dłuższą rehabilitację – zachęcali go do wcześniejszego powrotu. Wszystko to miało być spowodowane czystym marketingiem – czyt. sprzedażą biletów.

If you have a kid that loves basketball, that eats, sleeps, drinks and thinks basketball and all he knows is basketball and he gets hurt and he’s your franchise player, you need to hold him back from himself.

Trzymam kciuki za Agenta 0, żeby w końcu powrócił do formy, w jakiej chcą go widzieć wszyscy fani NBA.

Mateusz Babiarz

Manager i biznesmen, a po godzinach pasjonat NBA. Od lat kibic San Antonio Spurs i Philadelphia 76ers. Fan Popovicha, ostrej gry dawnych Pistons i fryzur Andrew Bynuma.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *